Pasja brutto

  Hej ho, hej ho, pora porzucić kolorowy świat bajek i dziecięcej beztroski. Stoisz u progu sławy i fortuny. Spotkań, bankietów, uścisków dłoni i wielomilionowych kontraktów. Na drodze do dojrzałości pozostaje ostatnie pytanie – czy praca to pasja?

  Niezależnie czy przez ostatnie klika lat interesowałeś się niedopałkami viceroyów, czy fizyką kwantową, twoja wizja pracy może być nieco zakrzywiona. Nawet jeśli brak ci talentu Micka Jaggera i urody Keiry Knightley, wciąż masz szansę na znalezienie niezwykle przyjemnego i dochodowego zajęcia. Junior penetration tester brzmi całkiem rozsądnie. Wysoko na liście wymarzonych posad znajdziesz też frontend i backend specialist (ogromny plus dla pracodawcy za ponadprzeciętną tolerancyjność). Wisienką na torcie jest umowa o dzieło i atrakcyjny benefit w postaci kawy z ekspresu. Szybko zauważysz, że robisz to wszystko wyłącznie z pasji.

  Czy kariera zawodowa może być przyjemna? Już podczas rozmowy kwalifikacyjnej ktoś wyceluje ci w twarz ogromny obiektyw Canona i uprzejmie poinformuje o nagrywaniu przebiegu castingu. Oczywiście możesz odmówić, prawdopodobnie jeszcze pamiętasz gdzie są drzwi. Jako dojrzewający młodzieniec pewnie spodziewasz się, że zaraz na planie pojawi się jakiś goły murzyn. Muszę cię jednak rozczarować – to ty jesteś murzynem* i uwierz mi na słowo, już niedługo będziesz goły. Podobieństw codzienności zawodowej do przywołanej, najradośniejszej branży jest znacznie więcej. Przez osiem godzin musisz sprawiać wrażenie, że naprawdę ci się podoba. Swoich współpracowników będziesz dzielić na genitalia płci obojga, z niewielką domieszką wulgarnych przedrostków. A po nadejściu pierwszej wypłaty poczujesz, jak dotkliwie zostałeś wydymany.

  Zdecydowana większość ankietowanych maturzystów postawiło na pasję, lub odpowiedzieli instynktownie na widok kamery reportera. Pomysłodawca tematu tegorocznej matury nie dał egzaminowanym najmniejszego wyboru i podejrzewam, że wszyscy doskonale wpasowali się w klucz odpowiedzi. W tym miejscu pragnę zaapelować do najwyższej władzy partyjnej o wprowadzenie obowiązkowego egzaminu z religii i zwiększenie liczby godzin tego przedmiotu. Dojrzały człowiek powinien bowiem wiedzieć, że pasja to cierpienie.

*Podobno kiedyś tak się mówiło.

Nagle wyszła mgła

  W ubiegłym tygodniu postanowiłem nieco odetchnąć od szarości miasta i udać się na krótki wypad w góry. Śnieżna aura była wprost wspaniała, a zdjęcia ośnieżonych szczytów okazały się malownicze. Pomijając moją wielką, wyszczerzoną głowę na pierwszym planie, tła kolejnych fotografii wyglądają jak pociągnięte farbami olejnymi. Góry są niemal całkowicie niewidoczne, a zazwyczaj zapierające dech widoki odległych miejscowości, z mikroskopijną zabudową i ledwie dostrzegalnym ruchem, skrywają się za różowawą mazią. Wszystko przez ten cholerny smog.

  Mapy najbardziej zanieczyszczonych regionów dają powody do obaw, a promptery pogodynek zdają się wyświetlać zapowiedzi apokalipsy. Mój pracodawca pozostaje głuchy na alerty i apele o pozostaniu w domach. Podobnie jak pies, który na trującą zawiesinę reaguje zatrważającą biegunką. Od lat nie podjęto żadnych kroków, by rozwiązać powodujący liczne dolegliwości układu oddechowego i kompletnie niefotogeniczny problem. Pokładanie nadziei w elektrowniach wiatrowych, podczas gdy brak wiatru pozostaje jedną z głównych trosk i w produkcji kolejnych, mniej żywotnych samochodów brzmi dość absurdalnie.

  Wśród głównych przyczyn nie wymienia się niegospodarności. Produkujemy nikomu niepotrzebne rzeczy, co wyraźnie rozwściecza matkę naturę. Po wielu latach kupiłem sobie kinder niespodziankę, którą miałem uzupełnić stracone na górskich podejściach węglowodany. Zamiast zabawki, pudełko zawierało brzydki, ropopochodny badziew, który nie raczył działać. Nie widzę żadnego powodu, dla którego przez jajko mielibyśmy narażać się na konieczność szukania kandydata na Noego. To tylko wierzchołek, ponoć topniejącej, góry lodowej. Sprzedajemy tysiące ton śmieci z metkami, które po przepaleniu w piecu rozświetlają glob modną, różową poświatą. Dlatego powinno tworzyć się wyłącznie rzeczy użyteczne, lub piękne. Wyprodukowanie każdej innej, bez racjonalnego uzasadnienia, powinno grozić deportowaniem do przepełnionych więzień i aresztów Ameryki Południowej.

  Winą za fatalny stan rzecz obarcza się kierowców i właścicieli domów, czyli właściwie wszystkich poza rdzennymi ludami Bantu. Dlaczego zabraniać ruchu i narzucać wyższe opłaty na stare pojazdy, jeżeli ich stan techniczny nie budzi najmniejszych zastrzeżeń? Jeśli wyprodukowanie nowego samochodu jest korzystniejsze dla środowiska, powinniśmy zamknąć wszystkie stacje kontroli pojazdów. Skoro nie sprawdzają się w eliminowaniu niesprawnych pojazdów i wymuszają rozwiązania prawne, należy zalesić ich tereny, a właścicieli niezwłocznie wydać Kolumbijczykom. Mieszkańcy całego świata dzielą się na zbyt biednych na przestrzeganie restrykcyjnych norm spalania, i na zamożnych, których zainteresowania nie obejmują efektywnego wykorzystania paliw kopalnych. Jeżeli metody ogrzewania są tak istotne dla kondycji środowiska, to nie powinny pozostawiać w gestii kierującego się portfelem szarego człowieka. Równie mocno powinna razić wycinka drzew pod kolejne centra handlowe, nierzetelna budowa dróg, które cyklicznie trzeba łatać, wyrzucanie śmieci gdzie popadnie i drukowanie miliardów ulotek. Nie przejawiamy zdrowego rozsądku w wielu dziedzinach, dlaczego więc mamy popisać się na polu doboru opału? Nie nawołuję do odrzucenia wszystkich zdobyczy ludzkości i zostania amiszem. Możemy przecież dalej rozwijać się, bez idiotycznych grzywek i ubijania masła w kierzankach. Z pomocą przychodzi fizyka jądrowa, czyli coś, o czym nie mam pojęcia.

  Elektrownie atomowe znane są dokładnie od trzydziestu lat i kojarzą się głównie z wzrostem zapotrzebowania na płyn Lugola. Ich budowa zapewnia rozwój gospodarczy i zapas energii, nie mieląc przy tym kluczy dzikich ptaków jak elektrownie wiatrowe i posyłając węgiel kamienny do historii. Prawdopodobnie należałoby zamknąć na kłódkę cały Śląsk, co zważywszy na sosnowieckie korzenie, nie robi na mnie większego wrażenia. Czysta, efektywna energia mogłaby zasilać i ogrzewać domy bez obaw o toksyny, a w przyszłości, raczkujące jeszcze samochody elektryczne. Warto też wspomnieć, że znacznie ogranicza to zapotrzebowanie na surowce ze wschodu.

  Spytacie jednak o radioaktywny odpad, który raz na jakiś czas trzeba wygarnąć z atomowego paleniska. Zważywszy na wysoką szkodliwość dla zdrowia sądzę, że Ministerstwo Wojny chętnie wejdzie w posiadanie kilku beczek. Jeśli nie, to dzięki doskonałym relacjom międzynarodowym możemy je utylizować w San Escobar. Tam nie przeszkadzałby żadnemu mieszkańcowi zielonej planety.

X Ambassadors

Człowiek demolka

  Otaczająca nas technologia jest tak imponująca, że dość ciężko nadążyć za kolejnymi osiągnięciami. Sporą część dorobku upchnęliśmy w niewielkim urządzeniu z ekranem dotykowym, przebijając wszelkie wizje science fiction. Pora odesłać wszystkich odkrywców i pionierów idei na zasłużoną emeryturę. Czyżby?

  Gdyby w latach pięćdziesiątych faceci z NASA zobaczyli moją kurtkę zimową, zapewne posłużyłaby za wzór skafandrów szeregu misji Apollo. Zgodnie z piktografią metki, może zamortyzować upadek z wysokości piętnastu metrów i ochronić przed atakami średniej wielkości dzikich zwierząt. Usztywnienie stójki uniemożliwia poderżnięcie gardła i choć znacząco utrudnia prowadzenie samochodu, pięciokrotnie redukuje szansę poniesienia śmierci wskutek kolizji drogowej. Posiada też dodatkowy zamek ułatwiający oddawania moczu w warunkach syberyjskiej tajgi, który rozsuwa się przy każdej próbie gestykulacji. To mogłoby nieco utrudnić przejście rygorystycznych norm agencji aeronautyki. Jest przedstawicielem nowoczesnego utylitaryzmu, którego nie cierpię. Ciągłe ograniczanie swobody i krępowanie ruchu doprowadza mnie do pasji. Co najgorsze, poza kolorem, pozbawiona jest jakichkolwiek przejawów stylu.

  Poszukując doznań estetycznych wracamy do minionych czasów. O ile ponowne wynalezienie koła zdaje się niezbyt prawdopodobne, zasada ta nie dotyczy art déco, czy ponadczasowego, długiego zarostu. Broda, w przeciwieństwie do pancernej kurtki, nie posiada żadnych konkretnych zastosowań. Od starożytności stanowi symbol wysokiej pozycji w hierarchii, mądrości i honoru. Oparła się powstawaniu koncernów kosmetycznych, lobbujących ideę higieny osobistej, nierozerwalnie towarzysząc mężczyznom na przestrzeni dziejów. Trzydniowy zarost ponownie wkroczył na salony, a obecna brodata rewolucja jest niczym innym, jak zatoczeniem koła historii. Postanowiłem więc skorzystać z trendu i zapuścić się. Być człowiekiem wyzwolonym, wbrew obecnemu ładowi. Co jest kompletnie mylnym pojęciem.

   Okazuje się bowiem, że brodę się uprawia. Służą temu dziesiątki aromatycznych balsamów, zamknięte we wzbudzających nostalgię puszkach. Manufaktury doskonale znając swojego klienta oferują mieszanki ekstraktów drzew iglastych, bukiet tytoniu i grzanego piwa, czy naturalną woń drewna. Zarost należy dokładnie pielęgnować, przeczesywać kartaczem z włosia dzika i podsycać olejkami. Zapuszczanie pozwala nieco zwolnić  tempo życia i odprężyć podczas wizyt u golibrody. Gęsta broda jest kolejną częścią ciała mężczyzny, która pomimo rozwoju farmacji i szamańskich rytuałów nie rośnie na życzenie właściciela. Wymaga zdrowego trybu życia, odpowiedniej diety, a jej stan w dużej mierze zależy od narażenia na stres. Broda jest więc lakmusem trybu życia co budzi niepokojące wnioski.

  Okiełznaliśmy żywioły i przestworza, szyjemy nieprzydatne w warunkach ziemskich zimowe skafandry i otaczamy się nanotechnologią. Mimo tego nie potrafimy orzec, czy człowiek detonujący ładunek wybuchowy w stolicy Norwegii i odbierający życie kolejnym siedemdziesięciu ofiarom strzelając z broni automatycznej, ma prawo narzekać na zbyt zimną kawę. Anders Breivik to oderwany od rzeczywistości i panującego ładu szaleniec, na którego humanitarne trybunały i konwencje nie są w stanie narzucić proporcjonalnej pokuty, w obawie o zdrowie mentalne skazańca. Jeżeli nie zdradził tego upokarzający norweski sąd faszystowski salut, Breivik i jego zadbany zarost mają się doskonale. Gdyby faktycznie poddawany był stresowi i nieludzkiemu traktowaniu, do gładkiego golenia brody wystarczyłaby mu pęseta. Tak jak mnie, przez uwięzienie w pozbawionej fasonu kurtce.

Beady Eye

WordPress zmienił wymiary schematu, zmuszając mnie do poprawy wszystkich poprzednich galerii. Dobrze wrócić, oddech jest najważniejszy.

Beady Eye – Flick of the Finger.

 

O co chodzi z tym Sosnowcem?

  Dosłownie zewsząd dowiaduję się, że jestem jednym z ponad dwustu tysięcy nieszczęśliwie urodzonych. Wplatanie Sosnowca do najróżniejszych anegdot dodaje smaku spotkaniom towarzyskim, a tworzenie legend wzrosło do rangi sztuki. O co właściwie w tym wszystkim chodzi?

 Twarzą miasta jest Jan Kiepura, najrzadziej piracony artysta w historii muzyki rozrywkowej. Jego przywiązanie do miasta sprowadza się do tony granitu, którą został pośmiertnie ubezwłasnowolniony. Jest też Pola Negri, której historia z Sosnowcem sprowadza się do próby jego opuszczenia. Owszem, moglibyśmy poszczycić się Krzysztofem Materną, gdyby nie fatalny dobór partnera estradowego – wyjście z cienia Wojciecha Manna nie należy do rzeczy łatwych. Warto wspomnieć o Jacku Cyganie. Ale że cygan i Sosnowiec, to się jakoś przyjęło.

 Nie jesteśmy nadzwyczajni w żadnej innej dziedzinie. Wśród najbardziej zanieczyszczonych miast w Europie plasujemy się dopiero w trzeciej dziesiątce, co przekłada się jednak na przeciętne wyniki sportowców. Sosnowieccy biegacze najczęściej zdobywają raka, a miłośnicy dyscyplin wodnych dodatkową trzustkę i chitynowe pancerzyki. Kibiców lokalnej drużyny futbolowej podobno nie warto nawet bić, a ich klubowy regulamin oficjalnie zakazuje pedałowania w mieście. Samo posiadanie roweru zazwyczaj kończy się jego konfiskatą. Obserwując ulice po rozgrywkach ligowych jestem jednak przekonany, że już niedługo się wybijemy na tle sportowym.

  Choć niewielu w to wierzy, to całkiem normalne miejsce. Na sklepowych półkach jest Coca Cola, w lato mocniej przyświeca słońce, a w godzinach szczytu wszyscy jesteśmy Polą Negri. Na każdego mieszkańca przypadają trzy supermarkety, architekci radzą sobie z pokonywaniem przeszkód wodnych, a walkę z troskami codzienności wspiera prywatna izba wytrzeźwień. Miasto stawia na niską i zwartą zabudowę, odkąd dowiedziono wpływ wieżowców na liczbę prób samobójczych. Mieszkańców nierozsądnie wysokich pięter eksmitowano, zwiększając tym samym pulę wolnych mieszkań w rozsądnej cenie. Wbrew powszechnej opinii, nikt nam asfaltu na nie zwija. Od nadania praw miejskich w 1902 roku jeszcze nie dotarł do wszystkich dzielnic, albo najzwyczajniej zdążył już erodować. Jeśli nie szukasz pracy, w Sosnowcu znajdziesz wszystko to, co w innych europejskich metropoliach. Bezrobocie pozostanie problemem tak długo, jak długo będziemy oczekiwać wynagrodzeń na poziomie reszty Warszawy.

  Piękna zimowa aura upodabnia spacery do skandynawskich kryminałów. Ze względu na odsetek zaginionych, wszystkie referenda i wybory w historii Sosnowca zostały unieważnione. Wszystkie, poza ostatnimi, w czym również doszukuję się podłoża przestępczego. Każdy aport psa podnosi adrenalinę, a niepewność kogo tym razem odkopie i przywlecze szarga nerwy. Co najgorsze, pozornie najspokojniejszy dzień może zakończyć się wizytą na oddziale ratunkowym, gdzie rutynowe badania przeprowadza się chodakiem. Oczywiście, możesz obawiać się wysokiej przestępczości, to w końcu niezwykle głośna zbrodnia skierowała blask fleszy na Sosnowiec. Służby porządkowe wyciągnęły jednak wnioski ze zbyt brawurowej akcji pewnego błyskotliwego detektywa. Obecnie reagują na wszelkie zgłoszenia niezwykle powściągliwie.

  Cały ten zgiełk skłonił mnie do dokładnego sprawdzenia mapy. Ku zdziwieniu, Bydgoszcz, Elbląg, Wąchock, a nawet Wejherowo, wszystkie te zabawne miejscowości od lat otwierające furtki niezobowiązujących rozmów, w dalszym ciągu istnieją. Zacząłem podejrzewać, że naśmiewanie się z Sosnowca świadczy o upadku dowcipu w narodzie. Że to rodzaj terapii kosztem odległej, egzotycznej metropolii. Byłem w błędzie, z którego wyprowadziło mnie ponowne przejrzenie raportów zanieczyszczeń i migracji. Po tym, jak kryminaliści i fajtłapy z wszystkich wesołych miast wpadli rozrabiać do Sosnowca, zostawili po sobie nudną pustkę. Dlatego nie dziwię się, że macie tak czyste powietrze, Wejherowianie. U was nie ma już nawet z kogo się pośmiać.