I-PADła PODkultura

 Nie potrafię wymienić wszystkich wyśmienitych kapel i rockowych wirtuozów. Ich lista znacznie przekłamałaby mój wiek, a w połowie pisania dostałbym jaskry. Zachwalanie dinozaurów nie ma zatem najmniejszego sensu.

 Wypada za to wspomnieć, że za dźwiękiem kryło się coś więcej. Mogłeś założyć ulubione, pozbawione już koloru ubrania i dla świętego spokoju powoływać się na subkulturę. Biografie artystów wpędzały w kompleksy jednostki skrajnie aspołeczne. Uzmysławiały też zalety dealowania prochami w okresie wczesnoszkolnym. Teksty starały się coś znaczyć, co potrafiło nieźle namieszać. Wreszcie, było o czym pogadać z nowopoznaną dziewczyną, a jej wybór nie nastręczał większych problemów. Jeśli znikoma nawet świadomość higieny osobistej trzyma cię w bezpiecznej odległości – Slayer. Natomiast jeśli sprawy idą niespodziewanie szybko – pytaj o Morrisona albo Hendrixa. „Jim” to słowo klucz na wieczór.

 Nic nie może trwać wiecznie. Subkultury zastąpili ludzie ze skrajnie zaniedbanymi włosami albo przestrzeliną kalibru kałasznikowa w uchu. Ewolucja nie ominęła też długowłosych. Gość, który chciał wypić z tobą rekordową ilość taniego piwa teraz chce dotknąć twojego kolana. Nikt nie wyśle cię na OIOM za nieroztropną krytykę albumu Metalliki. Muzyki i tak już się nie słucha. Zaledwie słyszysz ją stojąc w korku albo szemrając w tle powstrzymuje cię przed  upokorzeniem pracownika urzędu.  Łomotem grozi jednak złe stanowisko w sporze o to, który I-badziew odtworzy ten album lepiej. Metallica nie skończyła się na Kill’em All – wykończył ją I-Pod.

 Dla człowieka, który całe życie spędził otoczony blokami najdziwniejszy pozostaje hip-hop i jego miłośnicy. Z nadejściem ciepłego frontu atmosferycznego okna otwierają się na oścież. Dochodzi do bitew, gdzie bronią są miliardy decybeli i szczek jegomości o urodzie cegły. Jeśli dawka połkniętej aspiryny cię nie zabije możesz doświadczyć błogiej ciszy, gdy didżeje rozwiążą problem konwencjonalnie. Bo niemal zawsze te ubrane w słoniowe spodnie pajace noszą ze sobą półmetrową maczetę. Rzecznicy prasowi policji znaleźli trafne określenie trzynastu ran ciętych w takich sytuacjach – koleżeńskie porachunki. Policja zresztą, wydaje się być całkiem istotną instytucją w ich ideologii. Mimo to, mundurowi unikają blokowisk, z których płyną niezwykle obrazowe groźby karalne. Klatka schodowa staje się kulturowym azylem.

 W piwnicach gimnazjaliści palą substancje przypominające zapachem coś, co marihuaną nie jest. Najwyraźniej lubią przesiadywać wszędzie, gdzie wyłożono trutkę na szczury, co przyczynia się do ich późniejszego stanu. Lubią też opowiadać o paleniu, za każdym razem zmieniając szyfr. Stawiam, że rozmawiają o tym cały czas, a kodowanie daje wrażenie nowych wątków. Nie udało mi się jeszcze rozszyfrować, co ma na myśli człowiek puszczający bity z najnowszego I-coś-tam mówiąc „jest ciężko, brat”. Skoro nie chodzi o pieniądze, pewnie o kult matki w zderzeniu z całym osiedlem braci. O samym hip hopie wiem tyle, co nic.

 Wiem jednak co czeka ich podkulturę. Eminem nie podzieli losu Tupaca, dokonując żywota w słusznym wieku na prywatnej wyspie. Podobną drogę wybrały samochody stając się srebrne i ciche, pomarańcze – dużymi mandarynkami, a płeć jest kwestią kilku skoordynowanych machnięć skalpela. Bezpłciowość staje się wspólnym mianownikiem wszechrzeczy. Pozbawieni sensu walki młodzieńcy tworzą setki grup, które niczym się nie różnią. Czy to mnie martwi? Absolutnie nie!

 Natura jednym strzałem starła całą populację dinozaurów. Okazały się nudne. Zostawiła stworzenia, które ewolucja nauczyła opuszczać tonące okręty, omijać różowy granulat i filtrować substancje smoliste hip-hopowców. Od tamtej pory historia zatacza koło, z ukatrupieniem glamrockowego T-Rexa włącznie. To właśnie nuda jest biologiczną matką wynalazku i każdej zmiany. Jak inaczej wytłumaczyć powstanie różowych zabawek, na widok których Rasputin skinąłby z aprobatą? Albo kolejnej wersji I-cholerstwa?

 Potrzeby dają nam mrożonki i ciepłą wodę w kranie. Jednak to mała kropla w ich morzu, czyli odrobina szaleństwa, dała nam rock’n’rolla i uśmiech, który usprawiedliwia istnienie pasty do zębów. Każdą rewolucję poprzedza śmiertelna nuda. Zwiastuję powrót muzyki, której bliżej do jabłczanów niż apple’a. Nie pozostaje nam nic innego jak usiąść wygodnie i poczekać na głośny, kulturowy bum. Mając jednak na uwadze kilkaset rakiet nuklearnych, sugeruję poczekać na „bum” w piwnicy. Ramię w ramię z młodzieżą w kapturach i futrzakami, które nie znając I-phona przeżyły każdy upadek człowieka.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s