Kolizyjny kurs

 Prawdopodobnie za kilka miesięcy będę człowiekiem wolnym. W moim związku pojawił się powiew świeżości – kodeks drogowy. Moja luba postanowiła zdobyć prawo jazdy. I choć istnieje ryzyko, że jako zastępca kochanka do spraw logistycznych przestanę być potrzebny, z nadzieją patrzę w przyszłość. Nie będę się przejmować jej stylem jazdy. Mam do nadrobienia sporo jej babskich wieczorków co oznacza, że będę wyjątkowo niefrasobliwym pasażerem. Wystarczy wdech i utrzymać stężenie we krwi.

 Na szczęście kurs dawno mam za sobą i z tego miejsca pragnę podziękować za zaliczenie mojego egzaminacyjnego OeSu. Równie wdzięczny jestem instruktorom, którzy zamiast uczyć jeździć, przyzwyczajali mnie do czekania pod fryzjerem.  Tak, życie kierowcy jest czekaniem.  O ile zdecyduje się na stały związek. Jeszcze większą cierpliwością muszą wykazać się koczujące w krzakach służby. Wylegując się w trawie strażnicy skrzętnie liczyli przejeżdżające maszyny. Kiedy zabrakło im palców, ich przełożeni zawyrokowali. Kierowców jest zbyt wielu. I robią z tym, co mogą.

 Korki to najmniejsza trudność. Setki ton blachy i poduszek powietrznych skutecznie zmniejszają śmiertelność. Nie dotyczy to seniorów oczekujących na przejazd przez bramki A4, choć w tym przypadku to przyczyny naturalne.  Wydawałoby się, że kilka metrów świeżego asfaltu, parę rond i wiaduktów rozwiązałyby problem na dobre. Zamiast tego dostaliśmy uprawnienia na liche jednoślady, o pojemności równej połowie szklanki. Faktycznie, część kierowców zmieni przyzwyczajenia. Jedni padną ofiarą Passatów i Octavii, inni zaginą bez śladu w jednej z dziur. Śmierć motocyklistów z kategorią B skutecznie zmniejszy zatłoczenie.

 Samo zdanie prawka nieco się skomplikowało. Weźmy kodeks drogowy. W teorii biblia zmotoryzowanych. W praktyce poradnik holowania jednoosiowej przyczepki pieszo. Nauczy cię porzucać samochód w miejscu awarii, ustępować pieszym zgodnie z zasadą prawej ręki i bezpiecznie podróżować wierzchem. Nawet jeśli jest tam coś przydatnego, zaginęło w odmętach bzdur. Prowadzi to do bardzo swobodnej interpretacji paragrafów. Pomimo różnych nowelizacji wciąż jeździmy pamięciowo. To jest, według przepisów sprzed dziesięciu lat. Do kodeksu nikt nie zagląda. Jako kursant – musisz. I masz przerąbane.

 Skoro przepisy nie zagościły w świadomości ogółu, sporadycznie motywuje się nas poprzez kampanie społeczne. Z pełną powagą zaprezentowano nam symulator jazdy pod wpływem. Google, które wyświetlają autobiografię Amy Whinehouse docelowo miały przedstawiać wizję po dwóch kuflach. Aktualnie jestem po takiej dawce* i stwierdzam ze smutkiem, że to nie to. Podobnie nie dało się zwieść dwadzieścia milionów Polaków. Cała powaga legła w gruzach. O wiele skuteczniejsze zdają się być drogowe łapanki. Niestety, wręcz przerażająco skuteczne. Choć za najlepszą kampanię uznaję taniec spalonej gumy na prostych dwupasmówkach, to ostatnia, telewizyjna, wprowadziła mnie w zdumienie. Ograniczenie do pięćdziesięciu wprowadzono dekadę temu.

 Wystarczy krótka wizyta w nieco bardziej cywilizowanym kraju by stwierdzić, że pięćdziesiątka jest w porządku. Nikogo nie przepuszczasz, bo wszyscy zdążą przejść, przejechać albo przepełznąć. Z odrobiną odstępu możliwa jest nawet jazda na zasuwak. Niestety, z zachodu przyjęliśmy drogową wściekliznę i wolą amerykankę. Co w takim razie z tymi idiotami? Oczywiście, drogówka ściąga tylko bogu ducha winnych. Chociaż, jak sięgam pamięcią za każdym razem punktowali wyłącznie moje wykroczenia. Recepta jest prosta – jeśli zaczniesz jeździć przepisowo, socjopaci będą jak na dłoni. Władze przestaną trwonić podatki na bezsensowne kampanie i znaki z kolejnymi ograniczeniami. Oszczędności można przeznaczyć na powrót do służby starych polonezów. To tak dla bez kosztowego taranowania warszawskich em-trójek. Żeby nikomu nie uszło Płazem.

 I ja, i ty. I alkoholik, psychopata, furiat, cham i bezmózg. Przekraczając próg samochodu wszyscy stajemy się kierowcami. Dlaczego zatem mieć jakiekolwiek oczekiwania wobec innych na drodze? Jeśli ktoś jest burakiem w Air Maxach, nie odnajdzie się też w  Pirelli. Ktoś jednak przewidział tak spory rozrzut i postanowił wyrównać szanse. Skoro wszyscy jesteśmy kierowcami, podlegamy tym samym paragrafom. Proste? Można jeździć wygodnie i bezstresowo. Jeśli nie posiadasz mózgu, takie przejażdżki ułatwiają przepisy. I nie zrozum mnie źle. Jestem wyjątkowo przeciętnym kierowcą ale próbuję myśleć. Może pora na ogólnonarodowy rachunek sumienia?

 *zdanie napisane w czwartek o godzinie 22:23. Jestem zdrowy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s