Przewrotka

 Czasem czuję się jak pól-Angol, pól-Amerykanin, jednak każda istniejąca metryka rujnuje mi samopoczucie. Jak większości mieszkańców GOPu moje korzenie zaczepione są w Kieleckiem i Lubelszczyźnie. Dobór naturalny nie jest sprawiedliwy. Choć dostałeś drugą szansę bycia królewskim dzieckiem, dobór zesłał cię na wikt spawacza MAG-135. Tylko i wyłącznie miejsce urodzenia sprawia, że nie kibicujesz kanonierom czy królewskim, a z dumą wspierasz LKS Kamionka. W tej kwestii nie ma wolnej woli. Pytanie „za kim jesteś” i „skąd jesteś” jest w zupełności zamienne. I sprowadza się do tego samego.

 Tak mniej więcej zaczynałby się tekst o tym, że piłka nożna jest absolutnie bez sensu. Wplótłbym kilka niezbyt przejrzystych metafor i zakończył apelem o zmianę sportu narodowego. Pewnie starałbym się  porównać futbol do robót drogowych i zakazał Polakom kopania czegokolwiek. Przedstawiłbym słabe wyniki inwentaryzacji siedzisk na polskich stadionach i zasugerował wprowadzenie walk gladiatorów. Sprawę ułatwia mistrzostwo w siatkówce. Choć większość postulatów wciąż podtrzymuję, tekstu w takiej formie z pewnością bym żałował. O swojej przygodzie ze sportem już nieco pisałem w pierwszym wpisie. Co się zmieniło?

 Pewnej słonecznej niedzieli banda oszołomów skutecznie zagłuszała moje myśli. Stadion LKS Przemsza stoi kilkanaście metrów od miejsca, w którym powstają wszystkie felietony. Weszli na kolizyjny kurs, więc musiałem zbadać sprawę. Po raz pierwszy szedłem na mecz. Przed wejściem na trybunę szukałem najszybszych dróg ucieczki i odrzuciłem wszystkie obwieszone strażackimi toporkami i młotkami do szyb. Nie było to trudne. Schody, południowe i północne, wiodą parę metrów nad murawę. Mając na uwadze fakt, że najłatwiej do tej części Siewierza dotrzeć skacząc ze spadochronem, nie odważyłem się pytać kibiców kto gra – albo to najbardziej zagorzali fani, albo przypadkowi masowi mordercy. Usiadłem więc na jednym z pięciu przewidzianych miejsc i beznamiętnie patrzyłem na kopaninę czerwonych i żółtych. Wyników też nie znałem, więc strzelona po stałym fragmencie gry bramka była dla mnie 1:0 dla czerwonych. Bardzo przeciętny strzał w tych warunkach stal się „piękną bramą”. Żadnych powtórek. Jeśli ktoś zasłoni ci akcję swoim baniakiem faktycznie chcesz wyrwać siedzisko i zatłuc. Nie ma obiektywnego usprawiedliwienia poniewierania sędzią i trzeba ufać mędrcowi stada, raz po raz ubliżającemu arbitrowi. Moment, w którym zagryzłem pięść i wzdrygałem się po każdym prostopadłym podaniu przyszedł niezauważenie.

 Mój boże, naprawdę spędziłem świetne kilkadziesiąt minut oglądając łysiejących czerwonych i żółtych, nie znając wyników, składów – niczego. Dwudziestu paru chłopa ogrzało to chłodne niedzielne popołudnie kilkudziesięciu widzom, którzy skubiąc słonecznik, obejmując partnerki albo pieprząc od rzeczy, wpatrywało się z zapałem. Kibicowanie tutaj wchodzi na nowy, aktywny poziom. Kiedy piłka wylatuje poza linie boczne ktoś z gapiów musi pomóc i najlepiej, jeśli nie gra na czas. Radochę zdają się czerpać sami kopacze. Bez telebimu, kamer, zasłużonego malarza Jacka Van Gmocha, właściwie bez czegokolwiek znajomego bawiłem się lepiej, niż na jakichkolwiek utopionych w piwsku mistrzostwach przed wyświetlaczem LCD. To było wydarzenie sportowe. Wszystkie żenujące zagrywki, niezależnie od koloru koszulki były równo zgwizdane, akcje i bramki sprawiedliwie nagradzane owacjami. Nie znając wyniku, na zakończenie zastanawiałem się kto tak naprawdę wygrał, i z której strony trybun błysną lufy dwururek. Z żadnej. Kilka siarczystych uwag w zupełności wystarczyło.

 Większość postulatów, których nie zdecydowałem się napisać, jest wciąż aktualna. Jak widać, bez zer na koncie też można grać i bawić. Mimo to przydałyby się większe honoraria. Są horrendalne? To ty kupiłeś januszowy kubek i koszulkę Lewego. Oglądałeś też reklamy w przerwie meczu, sponsorze. Może zastrzyk gotówki coś zmieni. Przegrywamy wszystko, co możliwe, a startując w czymkolwiek, narodowo cierpimy na nadciśnienie. Wesołe grupki kiboli wyższych i niższych lig eskortować muszą baterie Patriot i konwój HUMVEE. To nie jest sport. Albo róbmy to porządnie, albo zapomnijmy o wkopaniu się na światowy poziom – wślizg na salony i natychmiastowa czerwona kartka nie liczą się. I cieszmy się lokalnymi meczykami. Bo to czysta frajda.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s