Z lisem na ramieniu

 Raz na jakiś czas pasjonaci organizują swoje imprezy. Zazwyczaj kipią alkoholem i to jedyne, czym mogą przyciągnąć normalnego człowieka. Obchodzenie dnia patrona pozornie nie trąci niczym ciekawym. Co jednak, jeśli z półek sklepowych masowo znikają piwo, wódka i marchew? Cóż, koniarze żegnają słońce. Prawdziwa kawaleria wciąż żyje. I nie mówię o tej rok rocznie tłukącej się na polach Grunwaldu.

 Tradycja ta jest równie stara jak kruszenie kopii. Europa ganiała za lisem kilkadziesiąt lat przed odkryciem Ameryki. I jeśli wydawałoby ci się, że to mała impreza dla leśnych rusałek – jesteś w błędzie. Goni się absolutnie cała Polska. Większe i mniejsze stajnie organizują swoje własne obchody na cześć świętego Huberta. I uwierz mi, warto się wybrać na jedne z nich. To święto dla wszystkich zmysłów.

 Myśliwski róg zwiastuje przyjazd kolejnych jeźdźców. Zaczynają kręcić się wyżły i uroczo spasione labradory. Wokół gościńca powoli zbierają się tłumy widzów. Konie niecierpliwie parskają i kopią w miejscu. Niektóre sprawiają większe problemy wychowawcze. Uczestnicy dopieszczają sprzęt i sprawiają swoim wierzchowcom prawdziwe Spa. Zapach stadniny sam w sobie jest niezwykle przyjemny, a w święto Hubertusa zyskuje na sile. Łączy się z zapachem świeżo pastowanej skóry, dziegciu i jeszcze nieśmiałą wonią dobiegającą z kuchennego okna. Panie wbijają się w obcisłe białe bryczesy, panowie prezentują stroje kowbojskie, myśliwskie i te bardziej tradycyjne. Trzydzieści koni wraz z jeźdźcami ustawia się w szyku na oficjalnym przywitaniu. Zwyczajowy kieliszek wódki… No dobra, bywali bardziej roszczeniowi. Wybija dwunasta i cały tabun rusza w cwał w teren. Jak było? Konie mokre od potu, czyszczony godzinami sprzęt brudny od błota, a piersiówki opróżnione do ostatniej kropli. To znaczy, chyba fajnie.

 Konie rozprężają się po dwugodzinnym wysiłku, a ja skromnie rozprężam ciśnienie w kolejnej puszce. Nie każdy decyduje się wziąć udział w wyścigu. Gonitwa jest dla tych, których sport jeszcze nie zabił, a wciąż szukają okazji do spoczynku. Upadki zdarzają się nader często, co w pełnym galopie jest ekstremalnie nieprzyjemne. Na znak, kowboj zaczyna szaleńczy bieg i dopiero, gdy znajduje się na przeciwnym końcu polany rusza pościg. Tętent kilkunastu koni, przyprawiony dawką adrenaliny jest powalający. Miarowy stukot połączony z drżeniem ziemi robi piorunujące wrażenie. Część jeźdźców nieco odpuszcza widząc poziom „lisa”. Kowboj prowadząc jedną ręką pędzi na złamanie karku i w ostatniej chwili wyłamuje zwierzę na zadzie, zawracając w miejscu. Absolutnie nie dezorientuje to naszej klaczy, jednak w porównaniu z uciekinierem jej zwrotność przypomina Pałac Kultury. Raz po raz ktoś dogania cel i rozrywa kowbojską kurtkę lidera – kita pozostaje bezpieczna. Kolorowe owijki i czapraki w pędzie tworzą feerię barw, gdzieniegdzie przeciętą konserwatywnym khaki i wyświechtanym brązem siodeł. Wrażenie prędkości jest niesamowite, a same zwierzęta zaskakują osiągami. Niepozorny, brzuchaty wałach bez trudu przegania na prostych cwałującą arabkę. Lis bawi się gonitwą, wciągając peleton w wysokie trawy i ukrywające przed wzrokiem widowni krzaki. Uniesiona ręka – po kilkunastu minutach lis w końcu pada co honoruje ostatnia runda. Nasza klaczka nie godzi się z końcem zabawy. Podczas gdy jeźdźcy ruszają z powrotem do gościńca, gdzie czeka lodowata wódka i gorące zakąski, wykorzystuje połacie terenu tylko dla siebie radośnie ganiając galopem.

 A potem zmysły zaczęły się tępić. Konie dostały zasłużony odpoczynek i sterty siana, goście, zasłużoną rozgrzewkę, a zwycięzca swoje trofeum. Po ceremonii zaczęła się impreza (głównie taneczna, o dziwo), która w wyśmienitym nastroju trwała do późnych godzin nocnych. Dlatego jeśli jeszcze nie byłeś na Hubertusie, zdecydowanie zachęcam. Nawet jeśli konia znasz z „Łyska” albo „Naszej szkapy”. Gwarantuję rewelacyjną zabawę. I przypominam, że święto Huberta wkrótce obchodzą myśliwi. To musi być huczne! I opłakane dla lisa.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s