Korek wstydu

 Gaz nie należy do najłatwiejszych tematów. Jednym kojarzy się z byłym dyktatorem zza Odry, innym, z obecnie panującym na wschodzie. W luźniejszych warunkach rozmowa skupiać się będzie wokół łupkowej katastrofy, zbyt wysokich rachunków, albo głośnych na całą Polskę wybuchów. Są tacy, którzy pamiętają Wrozamet i ich wadliwe „Ewki” i tacy, którzy raz na miesiąc muszą przytargać butlę do swojej kuchni. Muzykalni połączą temat  z niezbyt gustownymi hitami pokroju „policja goni nas”, czy Cinquecento na holenderskim. A to już bliżej moim skojarzeniom.

 Benzyna pozostaje droga. Nowy diesel z każdym kilometrem będzie zbliżać się do stanu swoich przodków, a jego filtr cząstek stałych zapcha się, jeśli podjedziesz po bułki przecznicę dalej. Ziemnym zdarza się niemiłosiernie łyknąć gazu i potruć wszystkich pasażerów. Jednak wydając dwukrotnie mniej na wachę bez problemu zainwestujesz w choinkę Wunderbauma. Zaryzykuję stwierdzenie, że życie „zagazowanych” jest znacznie lepsze. Rocznie oszczędzają wystarczająco, by wykupić całkiem atrakcyjne wakacje w jakimś miłym, ciepłym miejscu, z plażą i drinkami. Jeśli zaprotestujesz, że w bagażniku z butlą nie zmieszczą się walizki – możesz mieć rację. Ale ludzi tych stać też, by cały bagaż najzwyczajniej w świecie ostreczować i wysłać w cholerę kurierem, na drugi koniec świata. W samochodzie zostaje miejsce dla psa, który w innych warunkach utonąłby we własnych łzach w schronisku.

 LPG jest bypassem, rozrusznikiem albo nawet sztuczną przystawką dla motoryzacyjnych geriatryków. Spora grupa oszołomów wyszarpuje największe graty ze złomowisk i stodół nie godząc się z ich przykrym losem. Niestety, sam jestem miłośnikiem takich wraków. W przeciwieństwie jednak do ludzi, którzy kolektory wydechowe trzymają w zlewie, a żonę widzą tylko podczas dorzucania nowych partii tapicerki do zacerowania twierdzę, że samochody są dla wszystkich. Oczywiście jeśli ich stać na przeżartą budę za kilkadziesiąt tysięcy i remont za drugie tyle. Dlaczego oldtimerów jest tak mało? Cóż, oszołomy bazują na stuletnich częściach, przez które ich kopcące graty cały żywot spędzają w jakimś zatęchłym garażu. Inni, szykują wozy do stanu muzealnego, przez co jeżdżą nie dalej niż do kościoła i raz do roku na zlot. Każdego, kto w ich gronie wspomni o zmianie podzespołów na bardziej cywilizowane i instalację gazu, zakopują z pompą paliwa w oczodole za zlotową latryną. Dlatego nie zobaczysz ani Cudy, ani Stanga, Capri, Jaguarów, Alf, ani setek modeli, których bolączką jest przepijanie wszystkich wypłat świata na sto kilometrów. Kultywujące ich pamięć kluby samochodowe nie pozwolą ci wsadzić innego silnika, jeździć w zimę albo jeździć w ogóle. Rzecz jasna, nawet nie zasługujesz na taki samochód – nie ślęczałeś godzinami w Internecie w poszukiwaniu tulei i daleko ci do fanatycznej wiedzy z zakresu gaźników. Twoim marzeniem jest stary samochód, który codzienność przepijałby gazem.

 W czym problem? Z niewyjaśnionych przyczyn wszyscy jesteśmy ekspertami wpieprzającymi kinole w cudze życie. Ja chyba najbardziej. Tak czy inaczej, piętnujemy LPG ile wlezie, powtarzając mity pamiętające czasy dwusuwów. Jeśli ktoś oszczędza połowę pieniędzy wlewanych do baku, czy naprawdę jest osobą ograniczoną i nieszczęśliwą? Natknąłem się nawet na film redakcji Auto Świat (chyba najgorsze materiały motoryzacyjne w całych internetach), w którym pada hasło „korek wstydu”. Przez takie bzdury w tym kraju nawet oszczędzanie jest powodem do kajania się przed społeczeństwem i partią. LPG pozostaje dla mnie ziemnym obiecanym. Niezależnie, czy skończę z obdartym Chevy Malibu, czerwoną Alfą Romeo, czy do końca życia nie zmienię środka transportu i tak wsadziłbym tę butlę w zadek. Choć ma jedną wadę.

 Weronika z obsługi stacji  uczyła się tankować gaz przez 18 minut, z czego siedemnaście poświęcone było zasadom BHP. Naprawdę nie można raz na rok wydrukować regulaminów, podstemplować ich na stacji i wręczyć klientowi? Potem w minutę pokazać co i jak. Zmniejszyłyby się kolejki, Weronika nie marzłaby w zimę z wężem do gazu, a kierowca przestałby być zależną sierotką. Albo idąc na skróty, niech tankuje sam bez wszystkich tych bredni. Przecież bezołowiowa na pewno ma jakieś BHP, którego nikt nie zna. A dotąd nie widziałem by ktoś wlewał paliwo przez okno, oblewał nim konkubinę albo doprowadził do eksplozji.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s