Brokuł o osikach

 Na początku tygodnia postanowiłem poddać ekspertyzie swoje przeziębienie. Niestety, pomyliłem służby. Wszystkie rury doprowadzające powietrze do płuc doszczętnie spłonęły, więc pani w białym kitlu rozłożyła bezradnie ręce. Jako człowiek kolorem skóry, fryzurą i ogólną kondycją przypominający brokuł, w tym tygodniu nie zdziałałem zbyt wiele. Rozkopałem kilka tekstów, a resztę czasu spędziłem wgapiony z tępym wyrazem twarzy w ekran monitora i, o dziwo, telewizora. Nadrabiałem zaległości.

 Kiedy czytasz tytuł mojego tekstu nie masz bladego pojęcia, czy dalsza część będzie o galaretce malinowej, czy insurekcji kościuszkowskiej. Podejrzewam, że po przebrnięciu przez całość dalej masz silne wątpliwości. Tym samym zbliżyłem się do zawodowego dziennikarstwa. Taki na przykład tytulik: „Niewiarygodne! Zobacz ilu kierowców zabiły przydrożne drzewa!”. Do ostatniej chwili wierzyłem, że to ironia, pod którą kryje się wesoła twórczość, dajmy na to, Chajzera. Niestety, tekst faktycznie traktował o osikach ludojadach, gustujących w kierowcach tylnonapędowców. Kilka przypadkowych kliknięć zaprowadziło mnie do hasła wyborczego jakiegoś podrzędnego kandydata. Brzmiało mniej więcej tak: „wytnę wszystkie przydrożne drzewa, które zabijają waszych ojców, mężów i kochanków”. Przy okazji proponuję obciąć nogi wszystkim przechodniom i wysłać rowerzystów na przewody trakcyjne, choć z takimi postulatami mógłbym zajść gdzieś dalej. Każda wiadomość w serwisie odsyłała mnie do kolejnej, równie smutnej lub absurdalnej. Jedyna wesoła strona poprosiła mnie o podanie wieku i numeru karty kredytowej, więc odczołgałem się do telewizora.

 Kiedy majacząc wkładałem termometr zupełnie nie tam gdzie powinienem, ostatnią rzeczą, której pragnąłem były złe wieści. Wygląda na to, że kiedy leżałem nieruchomo reszta ludzkości dalej mknęła ku zagładzie. Nawet na animal planet kangurek Skippy dostał kopa ze stada i zamienił się w karmę jakiegoś psowatego. Choć cała gromada miała się wspaniale, trzynastometrowy obiektyw dopadł ten jeden smutny okaz. Żeby nie pogrążyć się w rozpaczy i nie zadźgać termometrem, wyłączyłem dźwięk i szukałem dalej. W końcu trafiłem na wywiad, co wydawało się rozsądnym i bezpiecznym obrazkiem. Jedna z setek tysięcy gadających głów przez pół godziny zrobi wszystko, żeby nie odpowiedzieć na pytania i nie odwinąć mankietu skrywającego Rolexa za dziesięć tysięcy. Rozmowa przerodziła się jednak w niedzielną kawę ze znajomymi. Zapraszasz gości, odbierasz płaszcze i lejesz ich do nieprzytomności łyżką do butów. Poznajcie panią Olejnik. Czegoś mnie jednak nauczyła – wiary w człowieka. Taki pan Ziobro nie może już zostać nazwany Zerem. W końcu przegonił tę wiedźmę z mojego ekranu. Zachodnie dziennikarstwo sensacyjne to nie mój gust, szczególnie, że było nieco inaczej.

 Kilka lat temu poznałem człowieka, który sylwestra spędził w więzieniu. Nie, nie urządził noworocznej imprezy w stylu pani Olejnik. Chciał zobaczyć, jak z dala od rodzin, w totalnym odosobnieniu kryminaliści próbują wspólnie obchodzić święto i później opisał to na łamach swojej gazety. Podejrzewam, że jego rodzina obserwując symptomy zdiagnozowała u niego tętniaka uciskającego którąś z klepek. I choć sylwester nie należy do moich ulubionych dni, w pełni się z nimi zgadzam – lampka szampana wśród morderców nie poprawia imprezy ani odrobinę. Mimo to jestem niezmiernie ciekaw jak było i cieszę się, że wśród dziennikarzy są ludzie poświęcający życie dla poszerzania horyzontów. Niestety, facet ten redaktorem naczelnym przestał być w 2004 roku. Drzewa mogły więc wrócić do swojego ulubionego zajęcia – zbierania krwawego żniwa, a kobiety do dominacji przy niedzielnej kawie na ławie (uwaga, panie Rymanowski!).

 Wzmożony ruch na fejsbuku sparaliżował mój komputer i jak się później okazało, powodem był wpis idealnie oddający ducha dziennikarstwa. Otóż znajomy dostał się na reporterkę do wieczornych informacji jednej z wiodących stacji telewizyjnej. Zdjęcie jego twarzy w otoczeniu pasków informacyjnych pojawiło się w sieci, a mojemu komputerowi zabrakło mocy obliczeniowej na aktualizację ciepłych słów w komentarzach. Nie sądziłem, że w języku polskim mamy ich tak wiele! I choć sukces w pełni zasłużony, bo facet jest prawdziwym zwierzęciem telewizyjnym, nikt nie zwrócił uwagi cóż to popiersie relacjonowało. „Dariusz P. usłyszał zarzut zabójstwa żony i czwórki dzieci”. Niestety, prócz wrodzonych zdolności żeby osiągnąć sukces dziennikarz potrzebuje jeszcze jednego – tragedii. Takiej jak atak przydrożnych osik.

Reklamy

2 thoughts on “Brokuł o osikach

  1. Takie mamy współcześnie dziennikarstwo – tylko sensacja wzbudza poruszenie i przyciąga czytelników. W dodatku dziennikarzem może być każdy, a to – w moim mniemaniu – ogromna ujma dla tego zawodu.
    Pozdrawiam, Lena P.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s