Chrystus ma Nike poniżej krzyża

 Od dawien dawna poruszanie tematu religii nie należy do rozsądnych posunięć. Pochwała albo krytyka sprowadzi na ciebie gościa w pikowanej trotylem kamizelce albo wielebnego, który wzorem hiszpańskich kolegów targnie się na oddział porodowy. W najlepszym razie, wasza wycieraczka zaroi się od Jezusów otoczonych uśmiechniętymi Hindusami. Lepiej tego więc nie robić. Jest jednak niedziela, co w moim przypadku jest świętem krytyki. Wezmę się za zgniłe jabłko Edenu pana Jobsa i buty Nike. Religie tworzyli najwybitniejsi.

 Weźmy główne zasady i dogmaty. Jest ich miliard, może więcej – nie miałem z nimi styczności od niemal dwudziestu lat. Pamiętam jednak siedem grzechów głównych i piątkowy post. Czy to nie aby zasady zdrowego życia i zbilansowanej diety, na których teraz, kilka wieków później, zarabia się furę pieniędzy? Jak dawno, proste zasady zostały wymyślone i w genialny sposób wprowadzone w życie. Każdy znał reguły i nawet jeśli nie potrafił przełożyć ich na zrozumiały język – przestrzegał. To sprowadza nas do starszego i jeszcze bardziej niesamowitego zjawiska, jakim jest dziesięć przykazań. Dziesięć punktów, które powstrzymywały człowieka przed wszelaką wredotą pod groźbą nieciekawego losu już po spakowaniu do drewnianej skrzyni. Pomysł chowania nas dwa metry pod ziemią sam w sobie jest dość ciekawy. Pozbawiony stetoskopu i tomów BHP, ktoś uchronił ludzkość przed epidemiami spowodowanymi nieodpowiedzialną gospodarką „odpadami”. Tak genialnych i racjonalnych posunięć mógłbym wymieniać bez końca. Gdybym tylko zaznajomił się z Pismem Świętym, które z kolei…

 Pan Jobs, który niestety poznał już ścieżki Pana, pewnie chylił czoła przed machiną religii. A przynajmniej powinien. Każdego tygodnia, kilka razy dziennie wszyscy ludzie zebrani w jednym miejscu, odbierający te same słowa. Reklamodawcy daliby się obedrzeć do ostatniego grosza za taką klientelę. Gdyby jednak przez te kilkaset lat wszystko utrzymało się na miejscu, psychologowie zostaliby bankrutami. Ba, nie istnieliby. Wszystko przez owe zgromadzenia, a dokładniej – spowiedź. Zamiast zbierania każdej myśli, po wyciągnięciu której z pamięci klniesz na głos i leżenia na kozetce z pianą w ustach, raz w tygodniu dzieliłeś się z boskim pośrednikiem swoimi wpadkami. Klękałeś, dukałeś jakąś formułkę po czym tłumaczyłeś co sądzisz o swoim seniorze, skąd wzięła się słoma w twoich włosach i dlaczego skradzione dukaty przeznaczyłeś na rycinę córki mleczarza. Nie dość, że wyrzucałeś z siebie wszystko, co tylko można, to w zamian za kilkaset innych formuł bramy niebios stały otworem. Niesamowite!

 Chrystus? To był gość! W zasadzie oprócz tego, że urodzony w Betlejem cieśla, został skatowany w produkcji Mela Gibsona wiemy niewiele. Nie powiemy, że był charyzmatyczny, dowcipny albo niezły w pokera. Nie wiemy nic, a mimo to ten facet stał się twarzą całej tej kampanii, symbolem lepszym niż Che Guevara. Ba, był jedynym łącznikiem między nami a tym, który spowodował Big Bang. Tak, nie potrafię wymyślić nic bardziej racjonalnego w kwestii powstania tego grajdołu. Jeśli jesteś zagorzałym wielbicielem nauki pomyśl o tym, czym była nicość. O ile nie zemdlejesz i wpadniesz na trop, daj znać. Też jestem ciekaw.

 Microsoft, Sony, czy Nike i Adidas pozazdrościliby „fanów”. Owszem, każdy skrawek Internetu kipi od kłótni zwolenników jednej ze stron. Religia była znacznie szybsza, a „łyżwa” czy ogryzione jabłko to pikuś.  Krzyż stał na zapierających dech budowlach, wisiał na każdej ścianie domu i piersi człowieka. I w przeciwieństwie do dzisiejszych marketingowych znaczków, zwolennicy symbolu przelewali za niego krew. Ilości krwi, które utopiły wszelkie głoszone zasady. To chyba zaczęło kształtować ład, który widzimy dziś. Nieład.

 Neil Gaiman ma rację. Nie potrzebujemy już bogów. Odeszli w niepamięć. Intel Core i7 w zestawie z kompatybilnymi kolegami zastępuje każdy panteon. To, co zrobiliśmy z wszelkimi antycznymi i bardziej nowożytnymi zasadami jest nieodwracalne. Przydałoby się, żeby ktoś wyżej od CEO międzynarodowej korporacji tupnął i przywrócił nas do porządku. Dla racjonalnego życia, choćby pod groźbą irracjonalnego końca.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s