Ostatnie piętro piekła

 Ameryka jest dość istotnym punktem na mapie świata. Pomijając żarówkę, kilka moparów i całą flotę, skutecznie ograniczającą zasób słownictwa obcej dyplomacji, ta niezwykła kraina jest przedmiotem szyderstw bardziej rozwiniętych cywilizacji. Krążą plotki, że pomimo przyjazdu imigrantów z Europy, wciąż nie wiedzą czym jest koło, a ich wielkie jednostki napędowe stworzone zostały dla zniwelowania tarcia między pojazdem a nawierzchnią. Szydzimy także z ich architektury, opartej na dykcie, sosnowych listwach i Fordzie F-150. Wszystko to prawda. Jak również fakt, że mogą wystrzelić salwę ze strzelby gładkolufowej do każdego, kto wtargnie na ich posesję. Nie ze względu na kradzież. Ten ktoś, mógłby zechcieć zamieszkać na poddaszu ich tekturowego domku.

 Ukończywszy więc „college” kupiłem swój pierwszy, oprawiony skórą kalendarz, odgrzebałem wielki, kilkurodzinny parasol i zacząłem bawić się w dorosłość. Wiąże się to z posadzeniem dębu, znalezieniem kilku metrów kwadratowych betonu i ciągłymi modlitwami o skuteczność antykoncepcji. Tak oto zabrałem kilka niezbyt przydatnych przedmiotów i wyprowadziłem się. Trzeci raz trafiając w samo serce piekła – przedostatnie piętro.

 Skoro racjonalne rozmieszczenie nas w miastach wymaga wysokopiennych budowli, władze powinny zadbać, by zjawisko ostatniego piętra w ogóle nie istniało. A jeśli już musi, mieszkania powinny zostać oddane na potrzeby klasztoru. Dostanie się na ostatnie piętro powinno graniczyć z cudem, być powiązane z biurokratyczną męką i setką badań psychologicznych. Jeśli i tego nie da się zrobić, proszę o organizowanie wspólnych ćwiczeń bojowych, z destanem Gromu i Rangersów na dachach na czele. Niech Beatelsi reaktywują się po dekadach i grają swoje nielegalne koncerty. Jeśli i tego nie da się zrobić, to wdrożę działania oddolne, to jest z przedostatniego piętra. Bliższe Stonesom – początkowo z potrzeby schronienia, pomaluję ich drzwi na czarno.

 Jest to mój trzeci adres zamieszkania i każdy z nich był przedostatnim piętrem bloku. W domu rodzinnym na przykład, mój pokój graniczył z całym pionem toalet. Usypianie przy takim akompaniamencie było dość frustrujące. Teraz, pomimo tego, że nie widziałem na oczy swoich sąsiadów wiem jakimi są głąbami. Wiem o czym i w jaki sposób ze sobą rozmawiają. Wiem, że pokracznie człapią dobitnie akcentując kontakt pięty z podłożem. Do tego są kompletnymi niezdarami, a ciągłe upuszczanie dobytku prowadzi do ciągłych kłótni. Każda z ich maszyn i odbiorników działa jakieś sześćdziesiąt decybeli za głośno, wliczając w to filmy dla dorosłych. No chyba, że biegłość posługiwania się językiem niemieckim ujawnia się w ich przypadku dopiero w sytuacjach podbramkowych. I choć należałoby poprosić o nieco bardziej przystępne zachowanie, dlaczego mieliby zmieniać cokolwiek przez jakiegoś typa? No i jak mieliby zapomnieć o przyzwyczajeniach z kilkudziesięciu lat życia? Dyplomacja nic nie da, trzeba wzorować się na Wujku. Mój czarny jak smoła Jackson Kelly i warczące Celestiony aż rwą się, by zrównać ten blok z ziemią. Problem w tym, że cios spadnie piętro niżej, do ludzi, dla których słuch jest tym, czym wzrok dla kreta. Z tego też powodu już naprawiam szwankujący rozdzielacz w swojej pepeszy.

 Przyczyna jest bardzo prosta. Pomijając ściany bloków, które grubością nie odbiegają od kartonowych poszyć kalifornijskich bungalowów, zamieszkujący ostatnie piętro nie mają bladego pojęcia jak to jest mieć kogoś nad głową. Żyją w mylnym przekonaniu, że jeśli do ich uszu nie dobiegają żadne irytujące dźwięki, z pewnością niższe kondygnacje też cieszą się spokojem. Błąd. Jeśli mieszkasz na ostatnim piętrze, ogarnij się. Jeśli szukasz mieszkania – unikaj tych na przedostatnich piętrach. Twoje życie zamieni się w nieustanny koszmar.

PS: Chciałbym serdecznie przeprosić Panią K., która przez kilka ładnych lat zmuszona była znosić naukę solo z „Holy Wars”, dudniącego riffu „Caught in a Mosh” i ciągłe szerzenie amerykańskiej popkultury. Dopadła mnie karma.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s