Nie taki górny

 Pacholęciem będąc o Katowicach wiedziałem niezbyt wiele. Nie pamiętam w jakim celu rodzice mnie tam wozili ale pamiętam, że kusy chłopięcy sweterek nie zakrywał kevlaru z demobilu. Od zawsze jednak tłumaczyłem sobie, że to takie samo, brzydkie i szare miasto, jak Sosnowiec z jedną znaczącą wadą – większe. Oczywiście teraz włodarze pracują nad ociepleniem wizerunku. W momencie gdy piszę te słowa usycha ostatnie źdźbło katowickiej trawy ale billboardy dumnie ogłaszają to miejsce „miastem ogrodów”. Powstaje ulica, gdzie ceny piwa zbliżone są do sklepowych i możesz wysikać się w paździerzowej kabince absolutnie za darmo. W różnych częściach miasta pojawiają się więzieniopodobne molochy z okienkami do prowadzenia ostrzału, a w popularnym tygodniku opinii pojawia się przyjazny tekst o katowickim pałacu w Pszczynie. Który jak sama nazwa wskazuje, dystansem nie zachęca do pieszej turystyki ze stolicy województwa. .

 Nieco podrastając poznałem kilka mniej lub bardziej soczystych dowcipów szkalujących moje podwórko. Nie czułem się podle, czy niepatriotycznie wybuchając śmiechem. Kiedy jednak odbijałem piłeczkę jakimś zagłębiowskim hasłem działo się coś dziwnego. Na twarzach rozmówców pojawiał się grymas obrażonego dziecka, a w oczach kartkowały się opasłe tomiska „có by łodpedzieć gorolowi”*. Do tamtej pory szczerze wierzyłem, że wszystkie hasła i szubienice na murach to działka znudzonych dzieciaków. Że mity i legendy o trzygłowych (acz pustych) Zagłębiakach to bujna twórczość wymierającego gatunku siwiejących wąsaczy, którzy wychylając gorzołkę wysypują z rękawów resztki czarnego miału. I ich żon, o obfitych piersiach, które co tydzień wałkują ciasto na makaron i zawijają roladki. Przemierzając „nasze” zalewy staram się porzucić gdzieś samochód na zatłoczonych od „SK” i „SI” parkingach, porzucić zadek między czterema, bardzo przyjaznymi, pokoleniami rodziny z Renault „SM” Scenica i nie udusić się od dymu z „SY” grilla. Wydawałoby się, że przyjaźń kwitnie w duchu wolnego przepływu ludności. Kiedy na facebookach moich śląskich znajomych zaczęło roić się od planów restrukturyzacji Katowic, psalmów na cześć regionu i kompletnych porażek Sosnowca stwierdziłem, że byłem w błędzie. I że trzeba tym ludziom pomóc.

 Nie napędzam spirali nienawiści. Zrozumiałem, że RAŚ i ich projekt wydzielenia to kapitalny pomysł. Teraz musimy być twardzi, nie bacząc na zdanie mieszkańców Jastrzębia, Rybnika, Żywiecczyzny i wszystkich tych, którzy koło Śląska nawet nie stali. Musimy pokazać Polsce, że tak naprawdę to nie jest konflikt pomiędzy „Gürnymi” a Góralami. Odcięcie granicami i stróżówki, oczywiście z owczarkami niemieckimi. Likwidacja Auchan, Ikea, Carrefour i Real (w ramach kary za fuzję z Auchan) na rzecz Lidla, Aldi i Praktikera. Wyburzenie McDonalds, Subway i budowa barów mlecznych z pożywną klapsznitą i krupniokiem. Wycięcie w pień wszystkiego, có nyi jezd Ślunskie**. Na deser fosy i eliminacja zbyt skomplikowanego języka polskiego z listy przedmiotów szkolnych. Jednym słowem, absolutna wolność, bez idiotycznych dotacji do węgla. I wybijcie sobie koncert Frontside w katowickim spodku. Pomachajcie głowami do Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”. Autonomicznie!

*Czy jakoś tak.

** Ibidem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s