Kac Wawa

 Jeden z czołowych polskich browarów zachęca hasłem reklamowym do obejrzenia jednego filmu, przy jednym piwie. Choć uznałem to za wyzwanie, w końcu musiałbym obejrzeć trzy ekranizacje dziennie, zmrużyłem mniej trzeźwe oko i przyjrzałem się marketingowym machlojom. Jak się wkrótce okazało, za kod z puszki mogłem coś obejrzeć absolutnie za darmo. Z nieco przyćmionym wzrokiem nie pokusiłem się o czytanie napisów, padło więc na polską produkcję. I pomimo jednego filmu, a zatem jednej puszki, miałem ogromnego kaca.

 Niezależnie od gatunku polski film jest dramatem, po obejrzeniu którego szukasz solidnego kawałka liny. Od powieszenia na latarni chroni cię jedynie chęć odgadnięcia o co tak naprawdę chodziło w półtora godzinnym zlepku klatek. Nie dam się już nabrać na ambitne kino – pod przykrywką inteligentnego scenariusza i seansu dla wybranych, ktoś robi ze mnie idiotę. Wiem, że bunt przeciwko temu stanowi ściągnie na mnie nienawiść trzydziestu milionów zapalonych kinomaniaków, zarzucających niezrozumienie fabuły. Której prawdopodobnie nie było w scenariuszu.

 Drzewiej rodzime hity cierpiały z powodu koszmarnie nierównych ścieżek dźwiękowych. Skutkiem tego nawet przy najbardziej sielskich melodiach podrywałeś się w przerażeniu, a podczas dialogów zastanawiałeś się, czy nie jest to spektakl zakodowany brajlem. Lata później, kiedy dźwięk powszechnie określa się różnymi skrótami w dalszym ciągu musisz domyślać się co dzieje się na ekranie. Twórcy stawiają bowiem na intelekt widza, a co za tym idzie, rozmowę w najlepszym razie zobaczysz na ekranie. Reżyserze, jeśli to czytasz, wyjaśnij mi proszę. Dlaczego muszę wysilać się przy piwie na dopisanie kwestii dialogowych? Miałoby to sens, gdybym na przykład nie wiedział, że człowiek zazwyczaj kąpie się nago. Świstający na ekranie, po trzydziestu sekundach od rozpoczęcia widowiska, pindol podważa moje zdolności poznawcze.

 W polskim filmie jest brudno. Twój ojciec rozbija na ścianach puste butelki, matka włóczy się z lowelasami, a każda domówka jest kokainową jazdą, maskaradą z fajkami opium dla modnych. Miałoby to sens, gdyby cokolwiek uzasadniało takie obrazy i jakkolwiek przekładało się na fabułę. Klimat odpowiesz. Od klimatu są pogodynki. Kiedy oglądam Jasona Stathama przeprowadzającego polową trepanację czaszki wiem, że ma ku temu powód. Oj, jak bardzo ma. Jestem przekonany, że kolejny powalony na ziemię oprych pchnie historię do przodu. Po wyjściu z kina może nawet skłonię się ku delikatnej refleksji. W polskim filmie jest brutalnie, bo jest. Chyba najbardziej znanym cytatem jest pożegnanie stojącego na schodach z kałachem Bogusia, co też o czymś świadczy. Są jeszcze cycki, całe mnóstwo cycków. Choć z początku nie miałem nic przeciwko, po kilkunastu seansach z rodzimą „prawą” i jej dublerką, mam szczerze dość. Tak, wiem, stawiacie na intelekt. Gdybym był dojrzały i świadomy, z pewnością nie wypunktowałbym nagości. Przecież nigdy bym się nie spodziewał sutków pod damską bluzką. A na pewno nie w filmie o księżach, czy niepełnosprawnym chłopaku.

 Czy jestem dumny z Oskara? Dyplomatycznie pogratuluję jego zdobycia ale „Idę” obejrzę w wiosnę, wraz z nadejściem dobrych hormonów. To dobry moment żeby zejść ze sceny i wspominać do bólu „Misia”, „Seksmisję” czy „Rejs”. Skupmy swoje siły na tym, w czym jesteśmy dobrzy. Na przykład, warzeniu piwa. Ale nie mieszajmy go z polskimi filmami. Takiego kaca naprawdę warto unikać.

Reklamy

2 thoughts on “Kac Wawa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s