Lewa w górę

 Liczba motocyklistów w naszym kraju od lat wynosiła pięćdziesięciu siedmiu. Aż do teraz. Niegdyś nowy narybek wyrównywał ciągłe straty przerobionych na pastę warzywną. Do tego krowie wyziewy i piardy, którymi obecnie zajmują się najtęższe nadwiślańskie umysły, ocieplając klimat kompletnie zmieniły obraz naszych dróg. Znacznie wydłużony sezon ściąga kolejnych wielbicieli Easy Ridera i amatorów przedwczesnej śmierci z litrem między nogami. Dzięki ustawodawcom i dopuszczeniu do ruchu zielonych na niewydarzonych sto dwudziestkach piątkach boję się uchylić szybę w samochodzie, w obawie przed wpuszczeniem któregoś do środka.

 Jak nietrudno się domyślić, sam do grona wielbicieli Easy Ridera należę i absolutnie podziwiam te maszyny. Nie, nie tylko surowe bulgoczące Harleye ale i monstrualne Ducati, wszędołazy Triumpha, czy wreszcie totalnie szalone crossy. Moją fascynację skutecznie chłodzi fizyka i niewielka wytrzymałość ludzkich tkanek. Od 1885 roku bowiem, za sprawą panów Daimlera i Maybacha zdecydowana większość motocykli posiada dość istotną wadę konstrukcyjną – ma za mało kół, mniej więcej dwukrotnie. Trudno zatem zaufać maszynie, która przewróci się nieproszona. Po drugie, kluczowe dla egzystencji organy mogą nie nadawać się nawet na paszę dla zwierząt po najechaniu na plamę oleju, z dajmy na to, jakże rozsądnego Opla Astry kombi. Dlatego mijając choppera z przyjemnością wyłączam radio i opuszczam szyby, na dźwięk trzynastu tysięcy obrotów kilometr za sobą, zjeżdżam do krawędzi jezdni, a po bliższych oględzinach enduro przekopuję katalogi producentów i z przygnębieniem sprawdzam saldo konta. Owszem, lubię je. Dlatego prawdopodobnie nigdy żadnego nie kupię.

 Jestem głęboko przekonany, że motocykliści potrafią opanować swoje maszyny znacznie lepiej, niż rzesze „puszkarzy”. Świadczy o tym fakt, że nie przewracają się pomimo wcześniej zdiagnozowanego braku kilku kół. Nie da się jednak w żaden sposób ukryć, że ledwie garstka wyciąga sprzęt gdy temperatura otoczenia i pęd powietrza mogłyby zaważyć na późniejszej płodności. One perecenterów, korzystających z jednośladów przez cały rok, wbrew nazwie jest znacznie mniej. Na pewno nie w kraju, gdzie przez kilka miesięcy aura przyprawia człowieka o myśli samobójcze. O ile zatem w zimę nie ćwiczyli na sucho kiwania się z rozłożonymi nogami, pędzenie dziurawymi drogami dwieście kilometrów na godzinę po półrocznej przerwie jest co najmniej głupie. Zasadniczo, nie skupiając się na prędkościach przelotowych, a na losowych manewrach Mondeo i Passatów, wyjazd motocyklem jest jak wyjście z nożem na strzelaninę.

 Niska liczebność od zarania dziejów była głównym problemem cyklistów. Hellsi czy Mongols jeszcze kilka lat temu przyszywali łatę każdej skórzanej kurtce i czarnemu cruiserowi. Gnojek bez prawka i zarostu wyskakując ci przed maskę z podporządkowanej, pod prąd, szybko wyrabia opinię a całej bandzie. Siodła przyciągają coraz więcej potomków Wayne’a, którzy mają liche szanse poprawy wizerunku. A jest ich tak wielu, że w pierwszy ciepły weekend tego roku, to ja czułem się w swoim hatchbacku jak reprezentant mocno stłamszonej mniejszości. Przyjemny przelot trasą z dobrą muzyką i i łapaniem pierwszych wiosennych promieni przerodził się w koszmarną walkę o koncentrację i stały kurs. Najmniejsze odchylenie w lewo wyrwałoby wątrobę faceta z CBRki, odbicie w prawo, a na lusterku zawisłaby śledziona innego jegomościa. Kiedy kilkadziesiąt metrów przede mną świeżak, który z przyzwyczajenia przy zakupie u dealera zamówił do swojego motocykla klimatyzację i welurowe dywaniki, wywraca się z nowiutką R1 125cm3, mam spory dylemat moralny.

 Motocykl przestał być ikoną kultury, buntem hippisa. Stał się codziennym środkiem katastrofy lądowej dla każdego. Liczebność staje się problemem wszystkich w pogoni za wolnością. „Lewa w górę” to uprzejmy zwyczaj trafiający do wora, w którym już dawno zalega „dzień dobry” z górskich szlaków. Wprawiający młodziaków w osłupienie i wykręcenie zakutej w hełm czaszki jak sowa. Trochę szkoda – coraz trudniej naprawdę się zbuntować.

Życzę wszystkim udanego sezonu!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s