Schleswig-a-porter

 Polski słownik wzbogacił się o kilkaset słów dotyczących zakupów i odzienia, w większości przejętych z języka krajów wysoko rozwiniętych. Nietrudno zauważyć, że w świecie szopingu i nierządu za sztruksy nie ma miejsca na tekstylia, dobór materiałów i instytucję szwaczki. I pomimo nieskrywanej niechęci do świata mody, głęboko ubolewam.

 Okazuje się, że przedłużenie gatunku ludzkiego nie wynika z biologicznych popędów i wrodzonych instynktów. Kiedy wszystkie ulubione spodnie zyskują otwory wentylacyjne, marynarki przeobrażają się w marynarskie (owszem, ale) worki, a kolor koszul przypomina jednorazowe reklamówki, facet wybiera się na łowy. Właśnie wtedy potrzebuje partnerki, która w trakcie polowania rzuci nieśmiało: „może to”, wydrze z ręki wieszak, jakby skrywał najbardziej wstydliwe tajemnice (chyba żartujesz!) i sprawdzi, czy tyłek trafia w przewidziane dla niego miejsce w jeansach. A podczas przymierzania bywa zupełnie gdzieś indziej, czego nigdy nie pojmiesz.

 Zmiany mojej garderoby są bardzo przemyślane i stopniowe. W ten sposób tłumaczę awersję do krążenia między regałami i zbyt rzadkie zasilenia szafy. Nie zmienia to jednak faktu, że moda zdaje się mnie gonić. Czar znoszonych, pozbawionych koloru koszulek odkryłem dużo wcześniej, niż większość sieciówek. Wprowadzenie ich w obieg oczywiście bardzo mnie zasmuciło. Otóż proces płowienia ubioru o intensywnym zabarwieniu, a zatem termin jego przydatności, jest znacznie dłuższy. Nie inaczej ma się sprawa ze znoszonymi butami, jednak trend ten zostawił mnie na lodzie przemijając tak szybko, jak wybuchł. W ramach protest songu lata temu przestałem nosić marynarki i teraz bardzo chciałbym do nich wrócić. Niestety, aktualnie oferowane mają pozdzierane łokcie jak kolana przedszkolaków (moje spodnie zawsze wymagały łatek od wykonywania rockowych wślizgów) albo kaptur. Świetnie.

 Przesuwając kolejne jaskrawe koszmary na wieszakach, uważam żeby nie przewrócić jakiejś krzykliwej instalacji artystycznej na środku sklepu. Przyglądając się im wnikliwie dochodzę do wniosku, że zatrudniona szwaczka była Stevie Wonderem szycia. Nie jest możliwe żeby poczytalna, sprawna i widząca osoba była w stanie stworzyć coś takiego. Początki przewrotu modowego okrzyknąłem erą „chyba ich popieprzyło”. Nazwa drugiej fazy rewolucji obrażała mniejszości etniczne i obyczajowe, a obecnie sądzę, że kroje przewidziane zostały dla kalek i ofiar potwornych wypadków (z całym szacunkiem dla cierpiących). Kołnierz najzwyklejszej męskiej koszulki drzewiej pozostawiał niezakrytym wyłącznie zarost twarzy. Aktualnie jego kształt nie jest dyktowany koniecznością przełożenia koszulki przez głowę i kończy się tam, gdzie powinna zaczynać się inna część garderoby. Tę z kolei zdegradowano w okolice kolan. Ciężko zresztą uznać, czy na pewno dwie zszyte płachty dalej są spodniami – byłyby opięte włożone nawet na moje liche ramiona. Człowiek modny może zostać uznany za cierpiącego psychicznie albo nie w pełni ubranego po ucieczce przez okno mieszkania swojej kochanki. Rozumiem zasady handlu i powiązania koszuli z trzema rękawami z popytem, ale na Boga, nie wszystko powinniśmy wybierać stadnie. Wystarczy spojrzeć na rezultat wyborów prezydenckich.

 Niewątpliwą zaletą mody jest jej gwałtowne przemijanie. Niewątpliwą wadą kierunek tego przemijania. Gdybym był ośmiornicą szukającą kamizelki odblaskowej byłbym całkiem promienny. Niestety nie jestem. Jestem facetem i muszę się w coś ubrać. Już wsadziłem w buty upodobania i swój styl. Niosąc tekturową torbę wyjdę doszczętnie ogołocony z pieniędzy albo godności. Cóż, wciąż ogołocenie mogę potraktować nieco bardziej dosłownie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s