Czarnomyśl

 W ubiegłym tygodniu otrzymałem zlecenie na tekst o pozytywnym zabarwieniu. Dlatego gdy rtęć w termometrach rozprężała się do trzydziestu kresek odetchnąłem z ulgą – prawdopodobnie do świata internetu z braku laku zaglądało wyłącznie uwięzione potomstwo Josepha Fritzla (witam ponownie w moich skromnych progach), a pisanie w takich warunkach niezbyt kojarzy się z rozrywką. Kiedy dziś niebo zasnuło się ołowianymi chmurami ucieszyłem się, dopatrując w tym szansy rozszerzenia bloga. To z kolei pokazuje, że słowo „pozytywnie” prawdopodobnie przyjmuje nieco inną definicję w moim mniemaniu.

 Rozsiadłem się przed komputerem i otworzyłem wieko laptopa, a spomiędzy klawiszy nerwowo zaczęły wybiegać czarne, ohydne mrówki. I nie, kolor gości nie gra dla mnie większej roli, dopóki nie dotyczy robactwa. Odsunąłem się z odrazą, spotęgowaną wczorajszym skończeniem „Przebudzenia” Kinga (również, kolejny raz, kłaniam się) i zacząłem szukać źródła katastrofy. Nie wymagało to zbyt rozwiniętych umiejętności detektywistycznych – z rozwalonego na oścież balkonu przez próg przebiegała jakaś forma owadziej ekspresówki. Przejęte załamaniem pogody, sześcionogie natręty zaczęły urządzać nerwową zorbę na środku pokoju, do której, niestety, musiałem dołączyć. Po konwencjonalnym wyproszeniu większości biesiadników w stylu danse macabre rzuciłem się w bieg do sklepu, który z racji niemieckich korzeni zdawał się gwarantować skuteczną eksterminację. Wychodząc roztargniony zostawiłem pootwierane drzwi z czego skorzystał pies, przemeblowując sypialnię pod własne gusta. Kochane zwierzątka.

 Moknąc pod pierwszymi (i jedynymi) kroplami dość niezdecydowanego deszczu przytaszczyłem wartą majątek baterię chemicznych wynalazków. Taszcząc specyfiki naszła mnie refleksja na temat łatwości, z jaką przyszło nam wymazać tury, dodo i tysiące innych, najprawdopodobniej ładniejszych stworzeń od komarów, pająków i rybek gnieżdżących się w cewkach moczowych. Wystrzeliłem dwieście metrów sześciennych specyfików powietrze-ziemia i dla pewności, wypchałem kontakty innym paskudztwem typu ziemia-powietrze. Po pół godziny w zamkniętym pomieszczeniu stwierdzam, że cholernie mocna ta niemiecka chemia, a moje serce niepokojąco kołacze w rytm intra „Voodoo Child”. Pies poddał się w zupełności i dzięki opryskom nie ma już nic przeciwko pierwotnemu ustawieniu łóżka czy schludnemu stosikowi poduszek. Absolutne unicestwienie i zapach chemicznej śmierci nie wygląda mi na zalążek pozytywnego tekstu. To znaczy, znów się udało.

 A może i nie. Otóż stojąc w kolejce za rozgrzanym czerwcowym słońcem, podpitym cielskiem przestałem zwracać uwagę na jakiekolwiek niedogodności. Żyję w komfortowym, betonowym pudle, które niewyjaśnionymi siłami zasilane jest w prąd, wodę i gaz. Czuję rozgoryczenie, kiedy przez otwarty balkon wdrapuje się stado małych, niegroźnych stworzonek. A skoro dzielimy ten sam metraż (bo tak naprawdę to trochę sąsiedzi z dołu), odgrodzenie od wszelkich niechcianych form życia na co dzień jest niemałym osiągnięciem ludzkości. Podobnie jak to, że wsiadam do samochodu i zmierzam do wypchanego niewyobrażalną ilością towaru blaszaka. W zamian jedynie przytykam kawałek plastiku wyczarowanego z tylnej kieszeni, uszytych masowo w Kambodży jeansów. Co z kolei prowadzi do istnienia pieniędzy, banku, zarobków i tak dalej. Gdy pomyśleć o każdej, pozornie najprostszej rzeczy – jest to kompletnie zadziwiające (mam nadzieję, że uznacie to za pozytywne – nie stać mnie na trafniejsze określenia wartościujące).

 Przełożę jednak postawione przede mną wyzwanie na przyszłość – nie dziwi mnie w tym wszystkim jedno. Istnieje duża szansa, że wsiądziesz do samochodu niemieckiego koncernu i trafisz do niemieckiego marketu. Skuteczność spreju, który z furią rozsiewałem nad głowami czarnych stworzeń nie dawała złudzeń, a obrócenie puszki było jedynie formalnością. Ten owoc rozwoju cywilizacji również jest niemiecki. Jakie z tego wnioski? Jeśli jesteś czarny i potrafisz unieść pięć razy więcej niż sam ważysz, lepiej nie wchodź ludziom przez balkon. Jeśli posiadasz coś porządnego na pewno jest niemieckie. Dopóki nie zostaniesz przyciśnięty niekomfortową sytuacją nigdy nie docenisz najdrobniejszej pierdoły z twojego otoczenia. I na koniec – nigdy nic u mnie nie zamawiaj, zwłaszcza pozytywnego. Jestem w tym katastrofalnie kiepski.

Reklamy

2 thoughts on “Czarnomyśl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s