Zamienił stryjek

 Jakiś czas temu powstał nowy worek dla wszystkich dziedzin sztuki. Malarze, których pędzle łamały się przy każdym kontakcie z płótnem. Wokaliści, którzy z braku jakichkolwiek predyspozycji zajęli się melorecytacją i narkotycznym skrzeczeniem. Pisarze, których maszynopisy zdają się być potasowane. Wszyscy stali się twórcami alternatywy. I wbrew nazwie, nie dali większego wyboru.

 Oczywiście twórczość alternatywna skupiła rzeszę wyznawców, ubranych w sięgające kostek spodnie, przyciasne koszule i protezy oczu. Ominięcie wzrokiem potężnych oprawek okularów sprawia, że wydają się patrzeć na świat z wyższością. Darmowe występy alternatywy ściągały coraz więcej ludzi, którzy z koncertów wychodzili z wyciętą fryzurą, czekoladowym papierosem w zębach i dziwną manierą w głosie. Kiedy niewysoki człowiek o chomiczych rysach zaczął regularnie występować w telewizji, nurt zatrząsł się w fundamentach. Artysta odnoszący sukces na szeroką skalę stał się częścią popkultury, niezależnie od działalności. Mógł przecież spędzić całe życie w okopconej i wilgotnej piwnicy w centrum miasta. I nie wspominać słowem o honorarium.

 Alternatywa istniała od zarania dziejów. W muzyce to wszystkie szczekane, świdrujące i bębniące hałasy, których nie da się zanucić. Jeśli kiedykolwiek zetknąłeś się z produkcją Uwe Boll’a z pewnością zauważyłeś, że odchodząc od głównej ścieżki bardzo zbłądziłeś. Kiepskie kryminały z wartymi czternaście roboczogodzin okładkami zarywają księgarniane półki. Mimo wątpliwej jakości wszystkie powyższe dzieła zostały w jakiś sposób wycenione przez swoich autorów. Odrzucenie sensownego podziału na sztukę i rzemiosło i niezdrowa ambicja zarżnęły nam rynek. A to całkiem istotne, bo handel pozostaje dźwignią sztuki.

 Występując za piwo i precle, nawet tknięte boskim talentem, ambitne kapele zaniżają warunki grania i poziom koncertów. Bary i kluby coraz rzadziej przekręcają mechanizm sejfu, gdy jakiś obdartus z p-bassem przekazuje swoją demówkę. Rockmanom nie opłaca się przejeżdżać pół Polski za szklankę ciepłego piwa, elektronicy puszczają swoje utwory w sieci, a hip hopowcy przebranżowili się w sprzedające słoniowe spodnie szwaczki. I tak pozostanie dopóki nie przestaniemy ukrywać, że sztuka to pieniądze, a artysta musi opłacić rachunki. Biadolenie z akustycznym podkładem nikogo nie interesowało, więc chłopaki z ochotniczej straży wyciągnęli przykurzone korgi, przetarli adidasy i w złoconych ketach zbijają fortunę na koncertach. Disco polo dominuje scenę, a dzieciaki z odtwarzaczami pełnymi nielegalnych sampli zamieniają didżejów. Stryjek, widać, nie miał głowy do interesów. I nie bardzo wiadomo jak to teraz naprawić.

 Dlatego jeszcze raz przemyśl, czy na pewno chcesz ingerować w kulturę. Pamiętaj o instrukcji prania ubrań na metkach, skonsultuj się z okulistą, włącz przester i walnij durowe E. Pamiętaj też o paleniu normalnych papierosów. Potem możesz stać frontem do otaczającej nas kultury ile wlezie. Pod warunkiem, że stworzysz mi dwudziestominutową kompozycję jak młody Oldfield, wyreżyserujesz coś na poziomie francuskich „Nietykalnych”, czy zagrozisz pozycji Koontza. Jeśli nie, coveruj Stone Roses i Taste, bo to co najlepsze nie wymaga wynalezienia. I na szczęście, już powstało.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s