Wszyscy jesteśmy bardzo

 Ktoś połknął „zet” – pomyślałem przekopując się przez manifest strony na rzecz pomocy Tunezyjczykom. Bo i owszem, po ostatnich wydarzeniach w ściągającym miliony turystów paradiso wszystkim jest nam bardzo*. Wstrząśnięty informacją o zamachu przedzierałem się przez logiczno-chronologiczne ciągi przygotowane przez redakcje informacyjne. Tym bardziej jest mi przykro przeglądając wszystkie sylwetki zachęcające do (kratka) odwiedzenia Tunezji.

 Z drugiej jednak strony absolutnie zgadzam się z zamierzeniami akcji. Dzięki dyskusjom na temat talentu aktorskiego pani Jabłczyńskiej i ponoć miernych potraw Makłowicza, sens komunikatu schodzi na drugi plan. Czy można było spodziewać się kolejnych tak brutalnych zamachów w tym kraju? Niemal trzydzieści ofiar to ludzie, którzy najzwyczajniej w świecie korzystali z uroków urlopu i ci, którzy wykonywali swoje rutynowe działania. Dlatego bez wahania zamknąłem serwis informacyjny, który zaczął wyświetlać nagrany telefonem komórkowym film z Susy. Zdjęcia parasoli kryjących nosze aż nazbyt przemawiają do wyobraźni.

 Jeden zamachowiec potrafił uderzyć w cały świat. W świat, który stracił bliskich i świat, który stracił zaufanie do wschodu. W świat, który nie jest przygotowany na kolejny wybuch i kolejne strzały. We mnie, bo nigdy nie wybiorę się w tamte strony. I jak się domyślam, wielu innych przestanie je wiązać z wakacjami życia. Na tym z kolei traci sama Tunezja i kilka innych kurortowych krajów, pozbawione pieniędzy turystów z zachodu. Tysiące chorych umysłowo bydlaków, zasługujących na najgorsze wygra jeśli zaczniemy się bać każdego miejsca, każdego zgromadzenia i każdego Araba. Cywilizacja zachodnia stanęła w obliczu barbarzyństwa. Zanim więc przewertujesz karty historii do okresu starożytnego Rzymu – pamiętaj, że oni wciąż widzą nieco mniej higieniczne zastosowanie prawej dłoni niż do przywitania i że przez całe życie nie zaznają niczego prócz pieprzonej suszy, kóz, bezalkoholowego wina i kałasznikowa.

 Czy powinniśmy udać się do Tunezji, albo czy etycznie poprawne jest nakłanianie do podróży? Co z Bostonem, Madrytem, Paryżem, czy w końcu supermarketem w sąsiedztwie albo warszawskim metrem? Dopóki nie ma innej alternatywy, musimy pocieszać się, że teksańskie metody są wciąż bardzo skuteczne. To jednak doraźne rozwiązanie, nie powstrzymujące kolejnych tragedii. Sensownym rozwiązaniem jest coraz większa współpraca wschodu – bilingi, nazwiska, i adresy, pod które udadzą się nasze predatory i kajdanki zaciskowe. W zamian ja podsmażę się na tunezyjskiej plaży i zamienię smartfona na starego kozła. Nawet sypnę napiwkiem. Jedno jest pewne – świat zachodu prędzej zniknie pod wpływem promieniowania kolejnego I-phona, niż podda się bandzie brudnych oszołomów.

* „Wszyscy jesteśmy Bardo”, slogan po zamachach z 18 marca

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s