Dowodowa cyganeria i narzędzie numer pięć

 Zostałem strącony na fotel pasażera. Straciłem prawo głosu i wyboru stacji radiowej – ewentualne próby jej ustawienia mogłyby zdekoncentrować świeżo upieczonego kierowcę i posłać nas na drzewo. Mogę sobie odruchowo deptać hamulec jak cymbał ale szkodzi to zakupom, które teraz trafiają pod moje nogi. Obserwujący te roszady pies zwęszył okazję i również jeździ z przodu. Jestem ubezwłasnowolniony i rozważam przesiadkę do bagażnika. Ujmę godności próbuję odbić sobie regularnymi atakami na wątrobę i obserwacjami tej pozornej samodzielności.

 Samodzielność to moment, gdy z toalety przestaje dobiegać zmieszane „już!”, cała reszta jest mocno dyskusyjna. Nie dalej jak tydzień temu usiłowałem wymienić filtr powietrza w samochodzie. Czynność, którą z łatwością wykonałaby dorosła małpa. W poprzednim aucie, rok produkcji 1994, wystarczyło uporać się z dwoma zatrzaskami. Doskonała prostota i niezawodność. Ta sama czynność od roku 2006 wymaga nie tylko małpiej zwinności, ale i dodatkowej pary łokci w połowie przedramion, zdemontowania połowy osprzętu silnika i co najważniejsze – unikatowego narzędzia numer pięć, które za symboliczną opłatą udostępni autoryzowany serwis. Istnieje szansa, że za kilka lat filtr będzie wymieniać się z całym pojazdem na zasadzie jednorazówek.

 Cały świat motoryzacji to prawdopodobnie najlepszy przykład dziwnego trendu. Za każdym razem gdy parkuję przy dystrybutorze z paliwem podbiega ktoś w służbowej polówce sugerując, że nie potrafię samodzielnie zatankować. Oznacza to, że taki ktoś jest światu potrzebny i faktycznie istnieją ludzie mający trudności z trafieniem do wlewu. Idąc znacznie dalej, prawdopodobnie wszystkie banki odrzucą twój wniosek o kredyt na samochód i będziesz potrzebować podpisu kogoś o nieco bogatszej i jaśniejszej przeszłości finansowej. Na dodatek po ćwierć wieku nie dane jest nam zapomnieć o komunie i dobrach wspólnych. Każdy samochód w kraju zarejestrowany jest na kilkanaście różnych pokoleń (w tym na dzieci jeszcze nienarodzone) które w duchu cygańskiej rodziny zbierają swoje pierwsze zniżki. Samochód brzmi cholernie samodzielnie.

 Sytuację oczywiście można przełożyć na każdą inną działkę. Kiedy kilka miesięcy temu kupowałem swój telefon, model ten był już nieco „staromodny”. Po wyjęciu z pudełka jak każda normalna istota spytał mnie o godzinę i zabrał się do roboty – leżenia i czekania na odpowiednią falę z satelity. Na początku tego tygodnia poległem w walce z uruchomieniu internetu w nieco nowszej Nokii. Poległem mimo dzwonienia na wszystkie możliwe infolinie. Bo niestety rok 2015 przyniósł trend nie załączania instrukcji do elektronicznych gadżetów. Kiedy odpowiednicy „shellowego boya” okazali się bezużyteczni musiałem ruszyć do salonu, gdzie zostałem wyśmiany za wpisanie własnego imienia w jakimś okienku konfiguracji. Mogłem się domyślić, że nazwą użytkownika jest 12.4240.531/a510.

 W pogoni za nieskalanym komfortem daliśmy się zapędzić do rogu. Obsługa absolutnie każdego urządzenia wymaga przekazania wszystkich informacji poufnych, założenie karty stałego bywalca w serwisie i zaprzyjaźnienia z infolinią. Samodzielnie, to ty możesz się urżnąć, co nie spotka się z aprobatą. No i oczywiście, ktoś musi cię później odwieźć.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s