Cztery kąty, żaden prosty

 Nie praca w redakcji Faktu, czy Super Ekspresu, jest najlepszym etatem dla ludzi z wyobraźnią. Prawdziwej kreatywności można dać upust wyłącznie w biurowej części rozlewni farb. To właśnie tam emulsja dostaje nazwę będącą dziką grą skojarzeń po opium. Jeśli para ludzi wskazując kolejne puszki na sklepowych półkach nie parska salwami śmiechu to znak, że nie tylko mają dość wybierania koloru, zapachu farb i wizji nim wywołanych, remontu, syfu i debetu ale prawdopodobnie perspektywy dalszego życia. Położenie „falującego piardu”, „piasków kuwety” czy „gejowych wichrów” na ściany to dopiero początek. A zasadniczo, dość nieoczekiwanie, koniec.

 Wybór wiadra, choć satysfakcjonujący, nie ma większego znaczenia. Położenie geograficzne, natężenie lumenów i czystość okien sprawi, że twoja ściana w niczym nie będzie przypominać barw z etykiety, katalogu czy próbnika w sklepie. Mógłbym się założyć, że „trawiasty klop” i „mdlejący Turek” to dokładnie ten sam odcień. Warto pamiętać, że żeby odświeżyć pokój kolorystycznie, należałoby najpierw wymieszać z wodą kilka ton różnych sypkich materiałów, których łudząco podobne opakowania uniemożliwiają identyfikację i zakup wyłącznie tych niezbędnych. Kiedy tylko osiągniesz wprawę w ocenianiu konsystencji szarawych brei okaże się, że przez następny tydzień będziesz doprawiać się o astmę szlifując dopiero co położone warstwy. Realizując kolejne punkty planu urlopowego dojdziesz do wniosku, że korzystniej pod względem estetycznym i finansowym byłoby wykleić sypialnię najzieleńszymi dolarami.

 Istnieje szansa, że jeszcze przed położeniem kojącej zieleni mieszkanie już łączyło coś z butelką Heinekena. Takie na przykład łączenia ścian i sufitów, wykończone peerelowskim podpiwkiem. Jest też niemal pewne, że ściany te mierzą w kompletnie różne strony świata. Jeśli twoim planem było doprowadzenie mieszkania do stanu, w którym nie powoduje konwulsji potrzebujesz poziomnicy, cysterny wikolu i całego mnóstwa zielonych dolarów. Bo w dalszym ciągu wyrównanie powierzchni banknotami może okazać się oszczędnością życia. Oczywiście historia ta nie dotyczy mieszkań w stanie deweloperskim a tych, których ostatni lokator był już zbyt zmęczony, by stawić czoła pracy wiertarki. Co za tym idzie, prowizorycznie wykończony pokój upychasz starymi, wyzbieranymi z najróżniejszych epok meblami w myśl wyszukanego dekoratorstwa i dopasowujesz kant meblościanki do okrągłego rogu pomieszczenia. Łatwo wtedy pomyśleć o kolejnych wydatkach. Postaraj się jednak tego nie robić.

 Kilka miesięcy temu miałem już dość. Lokum wciąż raniło oczy, a w większość miejsc boję się spojrzeć do tej pory. Przewiozłem więc kilka par bokserek, gitarę i zalążek biblioteczki i ustawiłem tak, by nie zniknęło w dziurze po muszli i nie kolidowało z miniaturową betoniarką. Obecnie wszystkie wyżej wymienione fanty, a także wiele innych, zalegają w skrzyni rozkręconego tapczanu, na samym środku salonu (choć poza metrażem niewiele to miejsce z salonem łączy). Pół roku temu w tym miejscu stała żeliwna wanna wypchana po brzeg wizerunkami Chrystusa, zepsutym sprzętem kuchennym i oblepionymi zaprawą porcelanowymi kokoszkami. Byłem wtedy dogłębnie przekonany, że remont ruszy pełną parą, jak tylko się wprowadzę. Niestety, to kompletna bzdura. Wystający ze ściany pręt zbrojeniowy doskonale pełni funkcję wieszaka na ręczniki w stylu Mad Maxa. Sto pięćdziesiąt kilogramów łazienkowych kafli ściennych równo pokrywa podłogę w przedpokoju, w dalszym ciągu oczekując na rozpakowanie. Nie tknę jednak tekturowych paczek, dopóki ponownie nie zwiozę setek kilogramów zaprawy i zawartości dwóch osiedlowych piaskownic. Powstrzymuje mnie też strach. Nie jest udokumentowane którędy majster przepuścił kable. Jeśli do osadzenia wanny użyto drewnianej ramy, tynku, cegieł, kleju i terakoty mam wrażenie, że znajduję się w jakimś schronie przeciwatomowym. Sumując przerażenie i zniechęcenie obawiam się, że to wszystko jeszcze sobie poleży. A ja dorównam kreatywnością towarzystwu od farb i jakoś wykorzystam wszystkie wystające rury i pręty.

 Nigdy nie wprowadzaj się do mieszkania, jeśli brakuje ci wycieraczki albo szczotki do kibla. I nie oszukuj się, remont nie pójdzie szybciej jeśli wszędzie rozłożysz pościel i świeże ręczniki, słynące z błyskawicznego chłonięcia gipsu. Zapewniam cię, spanie na placu budowy w żadnym stopniu nie przyspieszy sprawy. W końcu wystające ze ścian kołki rozporowe staną się genialnymi haczykami na ściereczki kuchenne, a wanna w salonie, odłączona od zionących odpływów pomoże odbudować naturalną florę bakteryjną skóry. Z tak rozwijającą się kreatywnością, kariera w Dekoralu będzie stać otworem.

Reklamy

4 thoughts on “Cztery kąty, żaden prosty

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s