Transsyria

 W przeciwieństwie do ukrytego gdzieś w Wałbrzychu składu, ten wyruszający do dworca Keleti jest realny. Podobnie jak wypełniona ciałami chłodnia drogowa w austriackim Parndorfie. Niestety, potencjalne odkrycie, napędzane wrodzoną gorączką złota, musi zejść na dalszy plan. Jeśli bowiem psychopatycznych wieszczy, nerwowo obserwujących sytuację w Stanach i zachodniej Europie, oceniano jako islamofobów, teraz z poczuciem dumy mogą oni stukać się kuflami. Tak, a nie mówiliście.

 Regularna wojna trwa już od kilku lat nie przyciągając specjalnej uwagi mediów. Większości wystarcza świadomość, że rejon wschodniego kotła od kilkudziesięciu lat jest kolebką konfliktów o światowym zasięgu. Dopóki kałasznikow, sowieckie granatniki i arafatki przedstawiane są na tle pustynnej scenografii, wszystko zgadza się z przyjętą wizją świata. Emigracji zalewają Niemcy, Francję i Wielką Brytanię, równolegle z kolejnymi wystrzałami na Bliskim Wschodzie. Pierwsze pokolenia zdążyły już okrzepnąć, asymilując się ze społeczeństwem gospodarzy,albo rzucają się na karmiącą ich rękę jak wściekła zwierzyna, demolując, gwałcąc i odbierając życie. Względy etyczne wciągają w proces myślenia pojęcie bliźniego, religii, kultury, historii. Nie poradziliśmy sobie z problemami etnicznymi i gospodarczymi związanymi z pierwszym napływem innych ras, a coraz bardziej wyraźne głosy ruchów narodowych i prawicowych Europy dopiero zaczęły przedzierać się do powszechnej opinii. Zatem do wciąż nierozwiązanych kwestii dochodzi kolejna. Dość paląca.

 Przyjęcie dziesięciu tysięcy uchodźców jest zadaniem równie trudnym, co zapewnienie schronienia pięciokrotnie niższej liczbie uciekających Syryjczyków. Ludzi mniej lub bardziej kojarzonych z jedenastym września, bombami zdetonowanymi w Londynie i Madrycie, atakiem na tunezyjskiej plaży, niedawnym zasztyletowaniem w Skandynawii i koszmarnym gwałtem we włoskiej Fiuggii. Czy patrzenie przez ten prymat na uchodźców jest właściwe? Gdy odrzucający wodę i jedzenie protestant przewraca na tory kobietę z dzieckiem na ręku, po czym sam pada z krzykiem, pewne obszary mózgu odczuwają nieprzyjemne deja vu.

 Pociąg ten jest pełen ofiar. Ludzi zmuszonych do ucieczki z własnego kraju. Po siedemdziesięciu, czy nawet dwudziestu pięciu latach jest nam, Polakom, dość trudno to sobie wyobrazić. Zakładając nawet, że są to skrzywdzeni, szukający bezpieczeństwa i lepszej przyszłości pacyfiści – w jaki sposób im pomóc? To, czy połowa emigrantów ruszy dalej na zachód nie gra większej roli. Nie jesteśmy w stanie zaoferować tym ludziom zatrudnienia, choćby przez barierę językową. Nasz rynek pracy jest zbyt słaby. Oznacza to,że musimy utrzymać i zapewnić lokum kilku tysiącom osób. Rozsądek podpowiada, by takie osiedla jak najbardziej skupiać dla ułatwienia kontroli. To z kolei grozi stworzeniem odciętych gett, które nie wróżą czegokolwiek dobrego. Unikając pojęcia „stereotyp” – pewien wycinek Polaków spodziewa się napływu konstruktorów min i złodziei. Inna część będzie asekuracyjnie trzymać się z dala, żeby nie wyjść na „homofobów”. W takich warunkach raczej trudno o zapewnienie bezpieczeństwa komukolwiek.

 Skora dwadzieścia tysięcy osób mogło przekroczyć granicę, nie mogłoby tego zrobić drugie tyle? W końcu to równie skrzywdzeni i bezbronni ludzie, o których szczęściu zadecydowała miejsce w kolejce. O ile pierwsi przekraczający limit zrezygnują, kolejni mogą być uzbrojeni po zęby i inaczej podchodzić do wyrachowania. Pojawiają się górnolotne określenia, na przykład, moralny obowiązek. W myśl takiego obowiązku, należałoby wpuścić każdego nie licząc miejsc i nie rozpuszczając telewizyjnego wirusa. Ale co, jeśli za hotelową obsługę dla emigrantów odpowiadać będzie Manuel? Co, jeśli zaczniemy zwierać się z napływowcami? Czy mamy spodziewać się wielkiego zjednoczenia uśpionych, od dawna zamieszkujących nasze tereny, w jakiejś formie jihadu?

Moralny obowiązek określił pan Cameron. Wpuszczanie tych ludzi nie jest wyjściem z sytuacji, a rozwiązanie stanowi realne ustabilizowanie sytuacji na Bliskim Wschodzie. Niestety, jest na to za późno. Musimy otworzyć granice dla każdego, kogo wojna wypędziła z domu i zapewnić godne warunki. Stajemy się odpowiedzialni, choć odpowiedzialność ta jest ograniczona – w końcu węgierskie koleje nie gwarantują biletów w jedną stronę. Widok małego Kurdi’ego staje się symbolem ostatnich wydarzeń. Ale staje się symbolem dla cywilizacji zachodniej, ludzi w choć najmniejszym stopniu wrażliwych. Walczących na wschodzie, zdjęcie to nie powstrzymało od dalszego rozlewu krwi. I jeszcze jedno – zapraszamy. Ale choćby jeden meczet, albo ten wyćwiczony, roszczeniowy grymas, za zabieracie walizeczki i wracacie do domu. Tam pokażcie, jacy to jesteście waleczni.

Reklamy

One thought on “Transsyria

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s