Stawiam krzyżyk

 Rzadko odnoszę wrażenie bycia świadkiem momentu przełomowego. Jestem całkowicie przekonany, że teraz taki właśnie etap się otwiera. Stoimy na skraju politycznego załamania. Punktu, od którego nie ma odwrotu. Rozgoryczenie zmusza do działania, choćby było to podpisanie paktu z diabłem. Dlatego to najtrudniejsze wybory od kilku dobrych lat. Głosowanie „przeciwko” stało się atakiem na sumienie. I dlatego też przegraliśmy.

 Prędzej wybrałbym między spędzeniem najbliższych czterech lat w objęciach żelaznej dziewicy, albo rozerwaniem przez parę koni, niż jednego z ośmiu kandydatów niedzielnych wyborów. Z łatwością zdecydowałbym się na podróż w jedną stronę do Skandynawii, w przeciwieństwie do walki o normalność. To dlatego, że jestem przerażony. Trochę tak, jakby zaglądać do wnętrza lufy mówiąc: „kolego, dogadamy się”. Na rozmowy jest ciut za późno. Do władzy dojdą ludzie podli. Nawet jeśli wybór konkretnej opcji nie ma najmniejszego znaczenia dla polityki czy gospodarki, ja po prostu nie chcę oglądać tych twarzy, słuchać jadu i żyć ze świadomością że to naród ich powołał. Ale skoro uczestniczenie w wyborach może zmienić rzeczywistość, to ja zmieniam. Ja chcę ją, cholera, zmienić. Bo będzie mi wstyd, że pani Merkel, pan Cameron czy Obama będą zmuszeni obracać się towarzystwie takich wsiowych kartofli. Oczywiście, każdy powie dokładnie to samo o stronie przeciwnej. Ale ja, podobnie jak miliony Polaków, straciłem wszelkie opcje – sympatyków już nie ma. Pozostali fanatycy.

 Mechanizm działania jest prosty. Głosujemy przeciw, a późniejsze nietrafione decyzje i błędy platformy tłumaczymy polityczną koniecznością. Co jednak najważniejsze, pozostawiamy Macierewicza z jego zamiłowaniem do dendrologii z dala od podejmowania decyzji. Nie da się jednak ukryć, że dalsza apatia byłaby nie na miejscu. Dlatego możemy wybrać wypalonych polityków, którzy w razie porażki opuszczą tonący okręt i zasilą kadry dotychczasowych rywali. Mógłbyś zagłosować na prezesa, tak, żeby miał coś więcej niż tylko stołek prezydencki.Ale skoro czytasz te słowa, raczej nie przyszło ci to na myśl. Jest też gość, który jeszcze nie przebrał się po ostatnim wywiadzie z Barbarą Czajkowską i chętnie wytrułby połowę wyborców. Profilaktyka antyhomosiowa. Możemy postawić na wyluzowany big band, pod batutą łysiejącego, podstarzałego punka. Jeśli przez najbliższe cztery lata chcesz podśpiewywać „bo tutaj jest jak jest”, lepiej wybrać nie możesz. Z kolei pewien, momentami sensowny, brodacz ściągnął do świata polityki wszystkich, którzy nie znaleźli zatrudnienia ze względu na brak doświadczenia w jakiejkolwiek branży. Dopóki nie osiągnąłeś sukcesu materialnego, to twój kandydat. W innym przypadku może kompletnie cię oskubać i pewnie lepszym wyborem okazałby się ten od plonów. Są też starzy przyjaciele. Ich na przekór pogrąży elektorat wyjący po zmroku „komuno, wróć!”. Sondaże są jednak bezlitosne.

 Oddanie władzy miałoby jeszcze jeden, wybiegający w przyszłość, aspekt historyczny. Zaczęłyby wyrastać piękne, upamiętniające monumenty. Prezesa, prezesa i partię i wiele innych. No i dobrze, bo coś musimy po sobie zostawić, tak jak zostawił Kazimierz Wielki (i tu może być problem) i jemu podobni. Cóż miałyby zwiedzać dzieci za kilkaset lat? Ruiny trzech milionów nowych mieszkań i setek kilometrów autostrad? Nadchodzi ruch oporu, stały w uczuciach i wartościach od dekad. Nadchodzą chłopaki walczący o wolny kościół i zasłaniający górników przed ostrzałem. Dokładnie tak, jak (nie)robili trzydzieści lat temu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s