Pluskwa milenijna

 Żeby uniknąć przykrych rozczarowań, część noworocznych postanowień zacząłem wdrażać w trybie przyspieszonym. Moje eksmięśnie wyraźnie brzydzą się wysiłkiem, więc doprowadzenie się do formy weszło na pierwszy plan. Ich oburzenie ideą wykonywania pompek było tak duże, że pogubiły monokle, a po podłodze poturlały się miniaturowe meloniki i cylindry ich mikroskopijnych głów. Po drugim opuszczeniu odmówiły dalszej współpracy, a ja upadłem na podłogę tracąc nos i doprowadzając do pęknięcia wątroby. W świetle dzisiejszego tekstu, to naprawdę wspaniale. Obdukcja wykazała, że przyczyną niefortunnych wydarzeń nie był brak nadludzkiej krzepy. Zostałem otruty.

 Trucizna sączy się szczeliną pod drzwiami wejściowymi wypełniając całe mieszkanie. Niespodziewanie, jej stężenie przy podłodze tworzy jadowitą chmurę, która zaczyna zachowywać się jak ciało stałe i można ją, na przykład, pokroić w plasterki. Źródłem tego koszmaru jest mieszkanie naprzeciwko, od kilku miesięcy wynajmowanego przez dość uciążliwy typ. To wyluzowani ludzie, których nie wzruszy wypadek w drodze do toalety, śmierć pralki, czy zagubienie kosza pod stertą odpadków. Owszem, raz na jakiś czas urządzają sobie akcję wietrzenia, polegającą na wyrzucaniu rzeczy przez drzwi i, nieco częściej, okna, przy wściekłym przywoływaniu wszystkich mniej lub bardziej obraźliwych form penisa. Jakkolwiek absurdalnie brzmi nauka higieny dorosłych ludzi, nietrudno odgadnąć, że droga pokojowa nie wchodzi w grę. Niestety, gość wygląda, jakby mógł pozbawić mój nos zdolności poznawczych równocześnie z pozbawieniem mojego korpusu głowy. Zasadniczo utrata zmysłu powonienia zdaje się jedyną możliwością przeżycia w drapiących gardło i wyciskających oczy z czaszki warunkach.

 Problem jest znacznie szerszy, niż ubrania trącące smażalnią tuż po wyciągnięciu z pralki. Choć świetnym pomysłem wydaje się nie leżenie na podłodze, ja niestety wciąż mam psa. Wychodząc na klatkę dostaje potwornej alergii i niedotlenienia mózgu, ja sam wyginam kręgosłup zbierając się na kichanie, ale wylatuje ze mnie wyłącznie potok okropnych przekleństw. Skoro pies wyraźnie cierpi z powodu ekstremalnych doznań, wałęsające się na niskim pułapie dziecko miałoby marne szanse na właściwy rozwój i przeraczkowałoby całe życie nadgryzając dywan i ciągnąc psa za ogon. Nawet, gdyby poradziło sobie ze sztuką poruszania w pionie, zaraz po przekroczeniu progu mieszkania padłoby na samoistną rozedmę płuc. Tylko czekać, aż niepozorny blok cichej dzielnicy przerodzi się w źródło osiemnastowiecznych epidemii, a na okolicznych trawnikach zaczną się wypasać pasożyty wielkości kota. Pomału dochodzę do sedna tej sprawy. W tej kwestii nie można nic zrobić. Gdyby ktoś słuchał Beethovena odrobinę zbyt głośno, interwencja trwałaby trzynaście sekund i nieodpowiedzialny szaleniec zostałby sprawiedliwie osądzony. Mógłbym przysiąc, że Wagnera też nie puszczają. Jedynym wyjściem z tej horrendalnej sytuacji jest znalezienie właściciela lokalu. Ten jednak, „służy uniżenie”, „życzy wszystkiego dobrego” i „z ogromną radością dołączy do noworocznego zbierania puszek, dziękuję”. „Nie będziecie mieć państwo nic przeciwko, jeśli przyprowadzę całą swoją rodzinę”? Ożeż cholera.

 To prowadzi do wyciągnięcia odpowiednich wniosków i podniesienia z podłogi. Przekuwanie ciała w stal znów musi poczekać. Jako noworoczne postanowienie obiecuję sobie pracować ciężej i tu, i tam. Dla podtrzymania motywacji, nad zlewem zawieszam losowo wybrane zdjęcie ładnego, parterowego domu z ogrodem gdzieś pośrodku krateru wulkanu. To chyba załatwi kwestię sąsiadów. No, i muszę zostawić w spokoju pękniętą wątrobę. Zbieracze puszek niepokojąco wybierają siedliska w moim najbliższym sąsiedztwie jako żyłę złota.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s