Obok wciąż żywej legendy o odtrąceniu względów Niemca, najbardziej aktualne pozostają mity infrastrukturalne. Mit metra, kilometrów autostrad, gładkiego asfaltu i powrotu polskiego przemysłu motoryzacyjnego. Na fali nieco romantycznego odświeżania chwały minionych ikon światło dzienne ujrzały koncepty Warszawy, Syreny i Poloneza. Tu powstaje pytanie – właściwie, po co?

 Zgodnie z obowiązującym stylem retro, światowe koncerny pobudzają do życia modele sprzed wielu generacji, dając nam pełnego uroku Fiata 500, charyzmatycznego Beetle’a i bulgoczące muscle cary, odwołujące się do lat sześćdziesiątych. Zupełnie inną drogą podążają Singer, produkujący stare, cudowne dziewięćset jedenastki według aktualnych standardów i Eagle, oferujący spektakularny model Speedster. Wszystkie te maszyny mają jedną cechę wspólną – przyspieszają akcję serca i wzbudzają pożądanie. Ponadczasowe wzornictwo, którego zejście z taśm produkcyjnych wiązało się z uczuciem nostalgii. Doskonałość formy wyznaczyła nowy kierunek dla kolejnych pokoleń projektantów i wpisała się na stałe do światowej kultury. Zastanawiam się więc, czy Polonez wzbudza podobne pożądanie.

 Projekt Pawła Zareckiego przypomina Skodę prężącą się w odbiciu witryny salonu Dodge’a. Cięcia wymuszone europejskimi restrykcjami bezpieczeństwa są nieuniknione, dlatego finalnie nowy Polonez może być odbiciem czegoś paskudnego we wzburzonej kałuży. Skoro ewidentnie nie odwołuje się do Borewicza, możliwe, że jedynym powiązaniem z samochodem FSO będzie kiepski komfort, wysoka awaryjność, beznadziejne osiągi i raniące wykończenie. Na ten moment nie są znane żadne szczegóły konstrukcji, poza ustaloną na jedenaście i cztery dziesiąte metra średnicą zawracania. Chyba przeszedł mnie delikatny dreszczyk emocji. A nie. Wzdrygnąłem się.

 Polska motoryzacja to Maluch, a gdyby nie legendarne poczynania Wandy, symbolem stałby się również Volkswagen Garbus. Powodem była duża dostępność, niskie koszty eksploatacji i prostota konstrukcji. Czy nowa generacja wpisuje się w ten nurt? Niekoniecznie. Stylistycznie jest strzałem w dziesiątkę. Warszawa to mariaż amerykańskiego gangstera i Pałacu Kultury, doprawiony technologią led. Dodatkowo, oferować ma komfort konkurujący z brytyjskim Rolls Roycem i dysponować mocą wystarczającą do przeciągnięcia Big Bena w okolice Starego Miasta. Królowa szos w dalszym ciągu ma za mało drzwi do zajęcia miejsca we wnętrzu, które w dalszym ciągu miejsca nie ma i, podobnie jak w zgrabnej 105, kierunek jej jazdy zdradza wyłącznie kolor reflektorów. Odchodzi jednak od etykiety królewskiej zarzucając tyłem, warcząc jak narkomanka i myląc widelczyk do ciasta z sałatkowym. To dlatego, że pod klasycznymi krągłościami karoserii kryje się Mitsubishi Lancer Evo, którego tylne siedzenia i ogromny spojler zastąpiono rybim ogonem. To rozsądne posunięcie. W latach siedemdziesiątych, kiedy Polonez triumfował na trasie Monte Carlo, nikt nie krzyczał: „hej, czy to nie Lancia Stratos, którą Polacy rozbili na drzewie?” Nie, wiwatowali: Polonez! Chyba, że na zachodzie to właśnie synonim wraku. Może tak być.

 Szukając kompaktowego samochodu za rozsądną cenę miniesz Meluzynę na rzecz solidnych i coraz bardziej stylowych samochodów koreańskich. Szacowany koszt Warszawy z kolei, oscyluje na najwyższym światowym poziomie luksusu. Prawdę mówiąc nie wiem, czy w dalszym ciągu mowa o samochodzie, czy pewnej europejskiej stolicy. Cennik Syreny zamyka się na pułapie ćwierć miliona złotych, co nie tylko dyskwalifikuje ją jako niewielki samochód codziennego użytku, ale może przesądzić o znikomym zainteresowaniu w kraju. Za granicą z kolei, polskim samochodom może brakować prestiżu istniejących od dziesięcioleci marek. Z punktu widzenia zachodniego klienta nasz przemysł konkuruje z produkcją serbską i nawet pomimo nieco bliższej perspektywy zdaje mi się, że tamtejsza komunikacja opiera się na dosiadaniu kóz. Kolejna, dość istotna kwestia – kto będzie serwisować te pojazdy? Stacje naprawcze i salony największych koncernów przebijają pod względem zagęszczenia kościoły i punkty obsługi sieci komórkowych. Solidne marki oferują szybką naprawę i w miarę rozsądny koszt, zapewniając też samochód zastępczy. Co zrobić z zepsutym wozem, złożonym przez garstkę zapaleńców w oborze, która jest jedynym autoryzowanym serwisem? Doświadczając awarii w środku pola jesteś zmuszony zostawić pomnik na cześć polskiej motoryzacji.

 Na ten moment, pewnych jest dwustu siedemdziesięciu siedmiu klientów, którzy wyłożą wszystkie oszczędności w ramach żenującej, antyeuropejskiej buty. Jeśli granicy nie przekroczą te okropne Leopardy i Eurofightery, do grona nabywców może dołączyć kolejnych piętnastu. W tym tempie przemian politycznych może okazać się, że poza rodzimymi konstrukcjami do wyboru pozostanie Łada i serbska koza. Tu na pomoc przychodzi Arrinera Hussarya, która tylko w połowie brzmi jak egzotyczna choroba weneryczna. W drugiej bowiem odnosi się do ostatniego powodu do dumy Polaków, czyli powstałej pięćset lat temu kawalerii. Wygląda, jak szarża husarii, a brzmienie dodaje do tego wrażenia nutkę wybuchu wulkanu i skowytu wilkołaków Sapkowskiego. Stworzyliśmy nowy, odcinający się od przeszłości supersamochód. Wóz dla aktorów, piłkarzy, ich żon i kochanek. Wreszcie możemy odegrać się na tych nieznośnych Niemcach i odbić Lewego z rąk, aber Trener, Opla!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s