Człowiek demolka

  Otaczająca nas technologia jest tak imponująca, że dość ciężko nadążyć za kolejnymi osiągnięciami. Sporą część dorobku upchnęliśmy w niewielkim urządzeniu z ekranem dotykowym, przebijając wszelkie wizje science fiction. Pora odesłać wszystkich odkrywców i pionierów idei na zasłużoną emeryturę. Czyżby?

  Gdyby w latach pięćdziesiątych faceci z NASA zobaczyli moją kurtkę zimową, zapewne posłużyłaby za wzór skafandrów szeregu misji Apollo. Zgodnie z piktografią metki, może zamortyzować upadek z wysokości piętnastu metrów i ochronić przed atakami średniej wielkości dzikich zwierząt. Usztywnienie stójki uniemożliwia poderżnięcie gardła i choć znacząco utrudnia prowadzenie samochodu, pięciokrotnie redukuje szansę poniesienia śmierci wskutek kolizji drogowej. Posiada też dodatkowy zamek ułatwiający oddawania moczu w warunkach syberyjskiej tajgi, który rozsuwa się przy każdej próbie gestykulacji. To mogłoby nieco utrudnić przejście rygorystycznych norm agencji aeronautyki. Jest przedstawicielem nowoczesnego utylitaryzmu, którego nie cierpię. Ciągłe ograniczanie swobody i krępowanie ruchu doprowadza mnie do pasji. Co najgorsze, poza kolorem, pozbawiona jest jakichkolwiek przejawów stylu.

  Poszukując doznań estetycznych wracamy do minionych czasów. O ile ponowne wynalezienie koła zdaje się niezbyt prawdopodobne, zasada ta nie dotyczy art déco, czy ponadczasowego, długiego zarostu. Broda, w przeciwieństwie do pancernej kurtki, nie posiada żadnych konkretnych zastosowań. Od starożytności stanowi symbol wysokiej pozycji w hierarchii, mądrości i honoru. Oparła się powstawaniu koncernów kosmetycznych, lobbujących ideę higieny osobistej, nierozerwalnie towarzysząc mężczyznom na przestrzeni dziejów. Trzydniowy zarost ponownie wkroczył na salony, a obecna brodata rewolucja jest niczym innym, jak zatoczeniem koła historii. Postanowiłem więc skorzystać z trendu i zapuścić się. Być człowiekiem wyzwolonym, wbrew obecnemu ładowi. Co jest kompletnie mylnym pojęciem.

   Okazuje się bowiem, że brodę się uprawia. Służą temu dziesiątki aromatycznych balsamów, zamknięte we wzbudzających nostalgię puszkach. Manufaktury doskonale znając swojego klienta oferują mieszanki ekstraktów drzew iglastych, bukiet tytoniu i grzanego piwa, czy naturalną woń drewna. Zarost należy dokładnie pielęgnować, przeczesywać kartaczem z włosia dzika i podsycać olejkami. Zapuszczanie pozwala nieco zwolnić  tempo życia i odprężyć podczas wizyt u golibrody. Gęsta broda jest kolejną częścią ciała mężczyzny, która pomimo rozwoju farmacji i szamańskich rytuałów nie rośnie na życzenie właściciela. Wymaga zdrowego trybu życia, odpowiedniej diety, a jej stan w dużej mierze zależy od narażenia na stres. Broda jest więc lakmusem trybu życia co budzi niepokojące wnioski.

  Okiełznaliśmy żywioły i przestworza, szyjemy nieprzydatne w warunkach ziemskich zimowe skafandry i otaczamy się nanotechnologią. Mimo tego nie potrafimy orzec, czy człowiek detonujący ładunek wybuchowy w stolicy Norwegii i odbierający życie kolejnym siedemdziesięciu ofiarom strzelając z broni automatycznej, ma prawo narzekać na zbyt zimną kawę. Anders Breivik to oderwany od rzeczywistości i panującego ładu szaleniec, na którego humanitarne trybunały i konwencje nie są w stanie narzucić proporcjonalnej pokuty, w obawie o zdrowie mentalne skazańca. Jeżeli nie zdradził tego upokarzający norweski sąd faszystowski salut, Breivik i jego zadbany zarost mają się doskonale. Gdyby faktycznie poddawany był stresowi i nieludzkiemu traktowaniu, do gładkiego golenia brody wystarczyłaby mu pęseta. Tak jak mnie, przez uwięzienie w pozbawionej fasonu kurtce.

Kolorowanka

 Wyszliśmy z wody, co dla większości populacji było ostatnim kontaktem z tym środkiem higieny. Wspięliśmy się na drzewa, a znalezienie drogi powrotnej trochę nam zajęło. Matka natura dała Skandynawom wąskie nosy, by każdy haust powietrza nie przesądzał o ich emigracji. Dla Azjatów darem były specyficzne rysy łuku brwiowego i wąskie oczy, co chroniło ich przed wichrami stepów. Mieszkańcy Afryki zostali obdarzeni najbardziej. Chodzi mi o szerokie nozdrza i skórę, która wytrzymuje słoneczny piekarnik. Amerykanie dzięki hamburgerom i Statui Wolności mogą określić się sami. Biali nie dostali niczego, więc zmontowali muszkiety. Dlaczego znów siedzimy na drzewach?

 Na studiach poznałem niezwykle istotną zasadę. Kultura nie podlega ocenie,
a porównywanie innych obyczajów do własnych jest przejawem nietaktu. Zgodnie z zasadą nie podejmę tematu traktowania kobiet, okrucieństw pozostających sferą tabu. Absolutnie zapomnę o dekapitacji w Woolwich i innych przypadkach w piaszczystej scenerii. Nie wypowiem się też o burzeniu francuskich katedr ani o niczym, co dotyczy religii. Nie wiem jaka jest skuteczność kordytu w zatłoczonym mieście, bo tego kurs bierzmowania nie obejmował. Tu byłem blisko porównania ale udało się.

 Mogę za to do woli rozpisywać się o Andersie Breiviku, świadomie porzucając formy grzecznościowe. Dla odmiany mógłbym podzielić się z wami jakimś zdjęciem, na przykład piwnicy Josefa Fritzla. I tylko nieznajomość fizyki powstrzyma mnie przed analizą trajektorii lotu każdej pieprzonej rakiety US Air Force, która minęła się z przeznaczeniem. Jakie podobieństwo, czy jakiekolwiek powiązanie upoważnia mnie do szkalowania jednych, a co zabrania mi tych powyżej? Zakładając, że załogi bombowców są etnicznie jednolite, chyba widzisz, do czego zmierzam. I jak widać, wszyscy jesteśmy perfekcyjnie identyczni.

 Tak, to jest ten genialny pomysł niewartościowania. Piętnowanie głupoty i bestialstwa zamyka się w wąskiej palecie barw, innej dla każdego położenia GPS. Nikczemność jest tak głęboko w nas zakodowana, że staje się rzeczą ponadkulturową. Różnic fizycznych nie dostrzegą tylko ignoranci i daltoniści. Oczywiście tak długo, jak jest to wygodne. Jeśli faktycznie mamy coś zmienić – traktujmy się poważnie, bo wszelkie ruchy rasistowskie i antyrasistowskie do poważnych nie należą. Kryją próżniaków i bandytów maści wszelakiej. Dzięki nim psychopaci dochodzą do władz, a imbecyle prowadzą swoje polowania na czarownice.  Zamiast tępić wszystko, co tępić należy, my wskazujemy kolor skóry. To takie usprawiedliwiające. Głupotę trzeba wycinać kolektywnie.

 Dlaczego o tym mówię? Tydzień temu BBC kajała się za słowa pana Clarksona. Sam, zresztą, bardzo szczerze wyjaśnił zaistniałą sytuację w oficjalnych przeprosinach. Niezwykle zszokowała mnie przyczyna tej afery.  W końcu ani „Aussies” ani „Meksy” nie wnosili protestów za wszystkie uszczypliwe żarty w programach i felietonach. N-word, wypowiedziane na tyle wyraźnie, na ile byłoby to możliwe w akwalungu na głębokości dwudziestu metrów. Kiedy piszę te słowa z pewnością pojawiają się wersje tego nagrania z beatem w tle, oczywiście czarnym. I o ile samo użycie słowa jest karygodne (nawet tak niewyraźne), czy świata nie nękają większe problemy w tej materii, niż mamrotany entliczek-pentliczek? Wystarczy przeczytać kilka tekstów Clarksona, na przykład „Panno Street-Porter, mam dla pani pracę w Kambodży”, czy „Wybierzcie się do Johannesburga – to miasto dla mięczaków” żeby stwierdzić, że rozczochrany „Angol” zrobił dla mieszkańców całego globu więcej, niż wszystkie fundacje i organizacje antyrasistowskie razem wzięte.

 Nie bójmy się wytykać błędów i głośno o tym mówić. Bez względu na kolor skóry. Będą za to wdzięczne wszystkie rasy, od białej, przez czerwoną, po bławatkową. Na tym świecie wciąż żyją normalni ludzie, którzy boją się na siebie spojrzeć, żeby nie przekroczyć jakiejś granicy. Rasizm jest cudownym kamuflażem dla imbecyli. Szkoda, że jest tak wygodny. Zatem zwalczmy głupotę, problem sam zniknie. Walt Kowalsky w „Gran Torino” jest całkiem niezłym przykładem tego, o czym mówię. Jeśli kreacja Eastwooda jest rasistowska, to widocznie ja też jestem rasistą. Kolorowanki nie są dla dojrzałych ludzi.

Temat ten miał nigdy nie zostać przeze mnie poruszony.